„Nie może być tak, żeby przeciwnik oddawał 18 strzałów z naszego pola karnego” – podsumował po meczu trener Rafał Górak.
Te słowa padły po porażce GKS-u Katowice 1:2. Na pomeczowej konferencji szkoleniowiec nie ukrywał, że postawa defensywna zespołu mocno go rozczarowała.
Górak wskazał konkretną liczbę, która najlepiej oddaje skalę problemu. Rywale aż 18 razy oddawali strzały z pola karnego GKS-u – dla trenera to statystyka nie do przyjęcia.
Defensywa pod lupą
To właśnie gra w obronie stała się głównym tematem pomeczowej analizy Rafała Góraka. Trener nie szukał wymówek. Nazwał problem wprost, mówiąc o liczbie sytuacji, jakie rywal stworzył sobie w polu karnym jego drużyny.
Porażka 1:2 to kolejne trudne chwile dla zespołu i całego sztabu. Sądząc po słowach Góraka, najbliższe treningi mogą skupić się właśnie na poprawie ustawienia w defensywie.
„Atalanta BC – Cagliari Calcio 1:2 (1:1)” – sucho i konkretnie, choć wynik na Gewiss Stadium miał posmak sensacji. Faworyzowana Atalanta przegrała z Cagliari, a Nicola Zalewski całe 90 minut oglądał porażkę swojej drużyny z ławki rezerwowych.
Goście z Sardynii wyszli na prowadzenie już w 19. minucie – trafił Paul Mendy. Atalanta zdążyła odpowiedzieć jeszcze przed przerwą: w 41. minucie Gianluca Scamacca wyrównał na 1:1 i z takim wynikiem drużyny zeszły do szatni.
O losach spotkania zadecydowała 61. minuta. Daniel Maldini pewnie wykorzystał jedenastkę, dając Cagliari prowadzenie 2:1. Do rzutu karnego doszło po interwencji sędziego Alberto Rubena Areny – uznał, że ręka obrońcy Atalanty znajdowała się z dala od ciała, i bez chwili wahania wskazał na „wapno”. To on prowadził to spotkanie.
Zalewski patrzył z ławki
Trener Atalanty na wyjściową jedenastkę wystawił: Marco Carnesecchiego, Seada Kolasinaca, Giorgio Scalviniego, Odilona Kossounou, Raoula Bellanovę, Edersona, Francka Kessiego, Lazara Samardzicia, Jonathana Rowe’a, Gianlucę Scamaccę i Charlesa De Ketelaere. Miejsca w tym składzie zabrakło dla Nicoli Zalewskiego – Polak przez cały mecz nie ruszył się z ławki.
Po drugiej stronie boiska Cagliari postawiło na Elię Caprila w bramce oraz Ze Pedro, Alessandro Deiolę, Juana Rodrigueza, Adama Oberta, Alessandro Romano, Harry’ego Winksa, Jacopo Fazziniego, Daniela Maldiniego, Michela Adopo i Paula Mendy’ego w wyjściowym składzie. To właśnie piłkarze z Sardynii cieszyli się z kompletu punktów po ostatnim gwizdku.
Trzy mecze, trzy porażki. Tak w skrócie wygląda fatalny początek sezonu Borussii Mönchengladbach w Bundeslidze.
Klub, który jeszcze niedawno regularnie walczył o europejskie puchary, po trzech kolejkach nie ma na koncie ani punktu. Najpierw drużyna z Nadrenii Północnej-Westfalii przegrała z RB Lipsk. Potem uległa beniaminkowi, SV 07 Elversberg. A w ostatnim spotkaniu doznała bolesnej porażki z SC Freiburg.
Ten ostatni mecz to już nie potknięcie, tylko pogrom. Na wyjeździe Borussia przegrała aż 0:5 — wynik, po którym trudno mówić o pechu, bo skala problemów zespołu jest aż nadto widoczna.
Bilans bramkowy mówi sam za siebie: trzy strzelone gole, dwanaście straconych. Przy takim dorobku nikogo nie powinno dziwić, że Borussia zamyka tabelę Bundesligi.
Kryzys, który trudno ukryć
Trzy porażki w trzech meczach i miejsce na samym dnie tabeli — dla klubu z tradycjami takimi jak Borussia Mönchengladbach to prawdziwy sygnał alarmowy. Kompromitacja we Freiburgu, gdzie zespół stracił pięć bramek, każe pytać, dokąd ta drużyna właściwie zmierza w tym sezonie.
„Sytuacja, w której trener przechodzi bezpośrednio z jednego klubu do drugiego w trakcie rozgrywek, jest trochę dziwna, ale po prostu tak to wygląda” – powiedział Gasparik, pytany o spekulacje dotyczące swojej przyszłości.
Słowacki szkoleniowiec musiał zmierzyć się z pytaniami o ewentualny transfer akurat teraz, gdy jego drużyna notuje najlepszy wynik od lat. W sobotę Górnik pokonał Lecha Poznań 2:1 i dzięki temu wskoczył na pierwsze miejsce w tabeli Ekstraklasy.
Gasparik, który sam kiedyś grał w barwach Górnika, prowadzi zespół z Zabrza jako trener od początku sezonu 2025/26. Jego kontrakt obowiązuje do 30 czerwca 2027 roku – na papierze daje to klubowi sporo spokoju na dłuższą metę.
Trener nie potwierdza rozmów z innymi klubami
Zespół prowadzi tabelę, w mediach pojawiają się doniesienia o zainteresowaniu innych klubów jego osobą – a mimo to Gasparik stanowczo zaprzeczył, jakoby toczył jakiekolwiek negocjacje. Przyznał tylko tyle, że nagła zmiana otoczenia w trakcie sezonu może z zewnątrz wyglądać nietypowo. Całkowicie takiego scenariusza jednak nie wykluczył – w końcu to piłka nożna.
Na razie kibice Górnika mogą cieszyć się fotelem lidera. Pytanie o przyszłość trenera pozostaje otwarte.
„W Legii był niechciany. Tym sposobem Portugalczyk w 2024 roku trafił do brazylijskiej Coritiby FC” – ten jeden fakt wystarczy, by zrozumieć, dlaczego jego historia stała się jednym z ciekawszych zaskoczeń sezonu w brazylijskiej lidze.
Josue, bo o nim mowa, w Warszawie nie był mile widziany. Ostatecznie w 2024 roku przeniósł się do Coritiby FC. W stolicy Polski decyzja przeszła bez większego echa. W Brazylii zaczyna nabierać zupełnie innego wymiaru.
Liczby mówią same za siebie. W tym sezonie Portugalczyk zanotował już 11 asyst w 24 rozegranych meczach ligowych. Coritiba zajmuje bardzo wysokie 7. miejsce wśród 20 drużyn rywalizujących w lidze. I wyprzedza tam marki dużo bardziej rozpoznawalne niż ona sama – między innymi FC Santos, w którego składzie występuje Neymar.
Na liście zespołów zostawionych w tyle przez Coritibę znalazły się też Sao Paulo FC, Botafogo FR oraz Gremio Porto Alegre, drużyna kojarzona niegdyś ze słynnym Ronaldinho.
Nie pierwszy raz pokazuje klasę
To nie jest przypadkowy wybuch formy. Już w sezonie 2022/23 Josue strzelił 15 goli, do których dołożył 7 asyst. Statystyki sprzed dwóch lat pokazują wyraźnie: obecna skuteczność to kontynuacja, nie jednorazowy wyskok.
Co ciekawe, dzieje się to mimo wieku, który w piłce uchodzi za zaawansowany. Portugalczyk ma blisko 37 lat, a wciąż potrafi decydować o losach meczów swojej drużyny. W Coritibie liczą każdą jego asystę.
W poniedziałek 14 września Aryna Sabalenka straci fotel liderki rankingu WTA. Jej następczyni już wie zresztą, z kim zagra w finale US Open 2026. To będzie starcie nowej numer jeden świata z Białorusinką, która jeszcze do niedawna rządziła kobiecym tenisem.
Obie panie zdążyły się już nieźle poznać w tym sezonie – rozegrały trzy istotne mecze, a te dają całkiem dobry obraz tego, jak wyrównana jest ich rywalizacja.
Bilans na razie nie jest jednoznaczny. Podopieczna Stefano Vukova wygrała jedno z tych starć wynikiem 6:4, 4:6, 6:4. Sabalenka odpowiedziała jednak serią zwycięstw w cyklu Sunshine Double – najpierw w Indian Wells (3:6, 6:3, 7:6(6)), a potem w Miami (6:4, 6:3).
Nowa liderka rankingu ma za sobą solidny staż na szczycie światowego tenisa. Pierwszy pełny sezon rozegrała tuż przed pandemią koronawirusa, a już w 2022 roku sięgnęła po tytuł wimbledoński. Przez ostatnie pięć-sześć sezonów nieprzerwanie utrzymywała się w czołówce rankingu – to jedna z najbardziej stabilnych postaci kobiecego touru ostatnich lat.
Cień wokół sztabu szkoleniowego
Sukcesy 27-latki nie obyły się jednak bez kontrowersji po stronie sztabu. W 2025 roku jej trener, Chorwat Stefano Vukov, został zawieszony przez WTA w związku z poufnym dochodzeniem dotyczącym naruszenia kodeksu postępowania. Na formę samej zawodniczki sprawa jednak nie wpłynęła – wciąż potrafi rywalizować z Sabalenką punkt za punktem.
Teraz przyjdzie im zmierzyć się w najważniejszym możliwym momencie. W finale US Open 2026 jedna będzie bronić statusu byłej liderki, druga – świętować dopiero co odzyskany tron.
Ostatni trening przed Grand Prix Hiszpanii zapamiętamy głównie przez jeden moment: Lewis Hamilton wypadł z toru w finałowym zakręcie Madring. Pech chciał, że działo się to na bardzo szybkim okrążeniu.
41-letni Brytyjczyk po prostu nie utrzymał bolidu na asfalcie. Przednie skrzydło wsunęło się pod oponę i rozerwało ją na strzępy. Hamilton jeździ modelem SF-26 – i to właśnie jego fragmenty zostały porozrzucane po torze wyścigowym.
Skutki tego wypadku poczuli wszyscy, nie tylko Ferrari. Trzeba było pozbierać odłamki z nawierzchni, a do tego naprawić bandy ochronne w miejscu incydentu – to zajęło tyle czasu, że ostatnia sesja treningowa przed GP Hiszpanii stanęła na długo w miejscu.
Nikola Jokić wchodzi w swój 12. sezon w NBA. Serbski center ma dziś 31 lat, na koncie trzy tytuły MVP sezonu regularnego i mistrzostwo wywalczone z Denver Nuggets.
Poprzedni sezon skończył się dla niego na 65 meczach – zawinił uraz kolana. Liczby i tak robiły wrażenie: 27,7 punktu, 12,9 zbiórki i 10,7 asysty na spotkanie. Wystarczyło to na drugie miejsce w głosowaniu na MVP.
Z liczbą rozegranych meczów Jokić zmaga się od lat. Pełnych 82 spotkań w sezonie zasadniczym nie zaliczył nigdy. Najbliżej było w sezonach 2015-16 i 2018-19 – wtedy zagrał po 80 razy.
„Miarka się przebrała”
Sam zainteresowany przypomina, że komplet meczów rozegrał raz w karierze. „Zagrałem już jeden sezon na poziomie 82 spotkań” – powiedział, odnosząc się do wracającej co roku krytyki jego dyspozycyjności.
„Jeśli ludzie nie potrafią tego uszanować – przecież rozumiem, jak to działa, ale minęło już 11–12 lat i miarka się przebrała” – mówił Jokić.
Poruszył też temat dorastania w cieniu koszykówki. „Na przykład, kiedy miałem 16 lat i wychodziłem gdzieś ze znajomymi, nie piłem tak, by się upić” – wspominał.
Powiedział również, ile czasu w młodości zajmowała mu hala treningowa. „Do dziś pamiętam – na 300 dni w roku, przez 295 byłem na hali” – przyznał Jokić.
Daniel „Skalpel” Gładysz poinformował o poważnych problemach zdrowotnych, które towarzyszą mu po ostatnim pojedynku na GROMDZIE. Widoczność w jego prawym oku jest ograniczona aż o 70%.
Do zdarzenia doszło podczas gali GROMDA 26, która odbyła się na początku września 2026 roku. Wtedy „Skalpel” zmierzył się z Pawłem „ESIOREM” Wróblewskim.
35-letni zawodnik nie krył, że skutki starcia dają mu się mocno we znaki. 70% ograniczenia widoczności w prawym oku – to liczba, która sama pokazuje, jak poważne mogą być konsekwencje takich walk.
Podziękowania mimo trudnej sytuacji
Mimo kłopotów ze zdrowiem Gładysz nie zapomniał o ludziach, którzy towarzyszyli mu w karierze. W opublikowanym materiale „Skalpel” podziękował wszystkim, którzy wspierali go przez te wszystkie lata.
21 czerwca Dustin Poirier trafił w ręce policji na międzynarodowym lotnisku Hartsfield-Jackson w Atlancie. W piątek w sieci pojawiło się nagranie z kamery nasobnej funkcjonariusza – pokazuje ono, co działo się chwilę po tym, jak byłemu czołowemu zawodnikowi UFC założono kajdanki.
Materiał opublikowało konto Happy Punch, które 11 września 2026 wrzuciło go na Twittera. Słychać na nim wyraźnie zirytowanego Poiriera, rzucającego w stronę policjantów: „Free me and let’s go 1-on-1. Let’s see what happens”.
To nagranie pokazuje sprawę z innej strony – nie samo aresztowanie, a moment tuż po nim, gdy zawodnik ma już założone kajdanki. Wcześniej opinia publiczna znała jedynie przebieg zatrzymania na lotnisku w Atlancie, nic ponadto.
Poirier po karierze
Dziś Poirier jest już emerytowanym zawodnikiem MMA. Po zejściu z oktagonu wciąż szuka swojego miejsca po drugiej stronie sportu.