Co właściwie znaleziono w organizmie Hayden Panettiere, zanim zmarła w wieku 36 lat? Media donoszą o mieszance substancji, która mogła doprowadzić do tragedii w Karolinie Południowej.
Była narzeczona Władimira Kliczki zmarła w Greenville, mieście w Karolinie Południowej. Według ustaleń TMZ aktorka miała zażywać oksykodon zmieszany z fentanylem. Ten drugi bywa opisywany jako substancja nawet 50 razy silniejsza od heroiny.
Do zdarzenia doszło 16 sierpnia 2026 roku. Gwiazda i jej chłopak, agent nieruchomości Brian Hickerson, przylecieli do Karoliny Południowej – skąd on pochodził – zaledwie dzień przed jej śmiercią.
Związek z Kliczką i lata zmagań
Aktorka była związana z ukraińskim bokserem od 2009 do 2018 roku. Para zaręczyła się w 2013 roku. Rok później przyszło na świat ich dziecko. I to właśnie wtedy zaczęły się poważne problemy.
Po porodzie kobieta zmagała się z silną depresją poporodową, co – jak wynika z doniesień – otworzyło drogę do uzależnień.
Jedenastu zawodników mniej, kilkanaście nowych nazwisk w składzie i świeży, pierwszy od 35 lat medal mistrzostw Polski na koncie. ECZD Zagłębie Sosnowiec wchodzi w sezon 2026/2027 z pytaniem, które zada sobie każdy kibic: czy da się utrzymać taki poziom po tak głębokiej przebudowie? Pierwsze odpowiedzi przyniosą już najbliższe tygodnie, ale kluby, kibice i suche statystyki podpowiadają, czego można się spodziewać.
Poprzedni sezon TAURON Hokej Ligi Zagłębie zakończyło na drugim miejscu w fazie zasadniczej. W ćwierćfinale play-off wyeliminowało Polonię Bytom, w półfinale trafiło jednak na mur nie do przejścia – GKS Tychy okazał się lepszy, a seria zakończyła się wynikiem 0:4. Tę rywalizację zapamiętamy głównie za sprawą decydującego gola Victora Björkunga, strzelonego w dogrywce. Porażka w półfinale nie przesłoniła jednak najważniejszego – wywalczony wcześniej medal był dla klubu pierwszym od 35 lat.
Odejścia i wzmocnienia
Z zespołem pożegnało się jedenastu zawodników. Wśród nich Victor Björkung, Dominik Nahunko i Niilo Halonen, a do tego Aleksi Hämäläinen, Jere-Matias Alanen i Jere Jokinen, którzy musieli szukać nowych klubów. Najbardziej boli statystycznie strata Jokinena – Fin zdobył w minionym sezonie 20 bramek dla Sosnowca.
Na ich miejsce do Sosnowca trafili m.in. Karolus Kaarlehto, Kacper Rydzoń, Joel Olkkonen, Olaf Zachariasz, Jakub Musioł, Eero Savilahti, Ville Heikinen, Ołeksandr Peresunko, Jean Dupuy i Maksymilian Dawid. Zawodnik o nazwisku Heikkinen zanotował w poprzednim sezonie 57 punktów – 15 goli i 42 asysty. Peresunko skończył rozgrywki z dorobkiem 52 punktów, po 26 bramek i tyle samo asyst. Ukrainiec ma na koncie 185 występów w fińskiej Liidze oraz 77 w szwedzkiej HockeyAllsvenskan, choć to Savilahti może pochwalić się większym doświadczeniem w tych ligach – odpowiednio 232 i 124 spotkania.
Filarem ataku pozostaje Aron Chmielewski, wychowanek Stoczniowca Gdańsk. W całym sezonie zdobył 29 bramek – najwięcej w lidze. Samą fazę zasadniczą zamknął z 23 trafieniami i koroną króla strzelców.
Kadra pod lupą
Średnia wieku zawodników Zagłębia wynosi 28,15 roku, średni wzrost to 183,59 cm, a średnia waga – 82,7 kg. W składzie znalazło się trzech wychowanków klubu oraz jedenastu obcokrajowców.
Ceny biletów i karnetów
Normalny bilet na mecz kosztuje 35 zł, ulgowy – 25 zł. Karnet sezonowy w opcji normalnej to wydatek 770 zł, w ulgowej – 550 zł. Posiadacze karnetów z poprzedniego sezonu mogą liczyć na zniżkę – 70 zł przy karnecie normalnym i 50 zł przy ulgowym.
Sparingi przed sezonem
Przygotowania do nowych rozgrywek Zagłębie zaczęło od serii sprawdzianów. 7 sierpnia 2026 roku pokonało KH Energa Toruń 8:3, a 11 sierpnia rozgromiło HC Zubr Przerów 4:2. Dwa dni później, 13 sierpnia, ograło HC RT TORAX Poruba 3:2. Passę przerwała porażka 2:4 z MHk 32 Liptowski Mikulasz 21 sierpnia. Zespół szybko się jednak otrząsnął – 27 sierpnia pokonał HC Frýdek-Místek 5:4 po dogrywce, a 1 września wygrał na wyjeździe z HKM Zwoleń 1:0. Ostatni sparing, rozegrany 9 września z KS Unią Oświęcim, przyniósł porażkę 3:4 po dogrywce.
Udinese Calcio wydało nagły komunikat w sprawie zdrowia jednego z filarów zespołu. Powód? Klub potwierdził, że reprezentant Polski przeszedł zabieg na sercu.
Wiadomość o zabiegu Piotrowskiego trafiła do redakcji w poniedziałek, 14 września. Klub na razie nie zdradza, kiedy zawodnik wróci do gry.
Sprawa nabiera wagi, gdy spojrzeć na ostatnie występy Polaka. W wyjściowym składzie Udinese pojawił się w meczu Serie A z SS Lazio w miniony poniedziałek – spotkaniu, które włoski klub przegrał 1:2. Już po 15 minutach gry Piotrowski zszedł z boiska, zmieniony przez Lennona Millera. Wczesna zmiana, która dziś, w świetle komunikatu o zabiegu, nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Ważny punkt reprezentacji
Piotrowski ma na koncie 14 występów w reprezentacji Polski. W barwach Udinese rozegrał dotychczas łącznie 236 minut, strzelił jednego gola i obejrzał dwie żółte kartki.
Kibice i sztab szkoleniowy czekają teraz na dalsze wieści. Klub nie sprecyzował ani charakteru zabiegu, ani przewidywanego czasu przerwy w grze.
Kto zagwiżdże w zaległych meczach Raków – Zagłębie oraz Korona – Górnik, które dopełnią terminarz 2. i 3. kolejki PKO Ekstraklasy? Oba spotkania odbędą się tego samego dnia, 15 września, i obsada sędziowska jest już znana.
Jako pierwszy na boisku pojawi się Raków Częstochowa, który o 18:00 zmierzy się z Zagłębiem Lubin. Mecz poprowadzi Daniel Stefański z Bydgoszczy. Dwie i pół godziny później, o 20:30, przyjdzie czas na drugie spotkanie tej serii – Korona Kielce podejmie lidera tabeli, Górnik Zabrze. Nad przebiegiem tego starcia czuwać będzie Damian Kos z Wejherowa.
Górnik na czele, Raków na dnie tabeli
Mecz w Kielcach zapowiada się jako prawdziwy hit kolejki. Górnik Zabrze jedzie tam jako niekwestionowany lider PKO Ekstraklasy – 18 punktów po siedmiu meczach. Bilans zabrzan robi wrażenie: sześć zwycięstw, ani jednego remisu, tylko jedna porażka i bramki 14-8. Tuż za plecami Górnika czają się Legia Warszawa z 16 punktami po ośmiu spotkaniach oraz Lech Poznań, który zdobył tyle samo, ale w siedmiu meczach.
Gospodarze tego starcia, Korona Kielce, zajmują obecnie 6. miejsce z dorobkiem 12 punktów po siedmiu kolejkach – trzy zwycięstwa, trzy remisy i jedna porażka przy bilansie bramkowym 9-6. Rywal Rakowa w drugim z zaległych meczów, Zagłębie Lubin, plasuje się tuż za nimi, na 7. pozycji, z identycznym dorobkiem punktowym – również 12 „oczek” po siedmiu spotkaniach i takim samym bilansem 3-3-1, choć przy bramkach 8-6.
Najtrudniejszą sytuację w tabeli ma za to Raków Częstochowa – ostatnie, 18. miejsce i zaledwie 3 punkty po siedmiu meczach. Na koncie zespołu jest tylko jedno zwycięstwo, żadnego remisu i aż sześć porażek, a bilans bramkowy wynosi 8-15. Dla częstochowian starcie z Zagłębiem 15 września to szansa, by choć trochę zbliżyć się do rywali w tabeli.
Kto pożegnał się z turniejem WTA 500 w Guadalajarze już po pierwszym meczu? Bianca Andreescu, mistrzyni US Open z 2019 roku, która do stawki dołączyła dzięki dzikiej karcie od organizatorów. Kanadyjka przegrała z rozstawioną z szóstym numerem Cristiną Bucsą 6:4, 6:3. Mecz trwał godzinę i 37 minut.
W 1/8 finału Bucsa trafi na Pannę Udvardy. Węgierka przebrnęła przez trzy sety z Lois Boisson, wygrywając 6:4, 6:7(6), 6:2 – spotkanie zajęło im dwie godziny i 31 minut. Boisson, tak jak Andreescu, grała w Guadalajarze z dziką kartą. Francuzka wciąż pozostaje jedną z twarzy tego sezonu – to przecież sensacyjna półfinalistka Rolanda Garrosa 2025, choć dziś w rankingu widnieje już dopiero na 227. miejscu.
Wśród zwyciężczyń pierwszego dnia znalazła się też Janice Tjen. Rozstawiona z piątką Indonezyjka pokonała Darję Vidmanovą 7:6(6), 6:2. Zajęło jej to godzinę i 34 minuty.
Amerykanki kontra Amerykanki
Reprezentantki Stanów Zjednoczonych mogą być zadowolone z dzisiejszego dnia. Peyton Stearns wygrała z Kolumbijką Emilianą Arango 6:3, 6:2 i w kolejnej rundzie zmierzy się z Diane Parry. Alycia Parks z kolei musiała się bardziej namęczyć – w trzysetowym pojedynku z rodaczką Varvarą Lepchenko triumfowała 6:3, 1:6, 7:5. Jej nagrodą jest starcie z Sarą Bejlek.
Najwyżej rozstawione zawodniczki ominęły I rundę i od razu weszły do kolejnej fazy turnieju. Wolny los dostała liderka stawki Marta Kostiuk, podobnie jak druga rozstawiona Iva Jović.
Główna drabinka Guadalajara Open zostanie rozegrana do soboty, 19 września, na twardych kortach. Pula nagród w tej edycji wynosi 1,206 mln dolarów, a zwyciężczyni rywalizacji singlowej zainkasuje czek na 185,5 tys. dolarów oraz 500 punktów do rankingu WTA.
Kto poprowadzi program silnikowy Hondy w Formule 1 po rozczarowującym starcie sezonu 2026? Odpowiedź przyszła w poniedziałek. Honda, dostawca jednostek napędowych dla Aston Martin, ogłosiła zmianę na najważniejszym stanowisku w projekcie.
Ze stanowiska lidera projektu ustępuje Tetsushi Kakuda, który dotąd kierował rozwojem silników. Jego miejsce od 1 października 2026 roku zajmie dotychczasowy zastępca, Yoichiro Fukao. Fukao obecnie pełni funkcję zastępcy lidera projektu F1 oraz szefa działu oprogramowania w Hondzie.
Decyzja zapada w cieniu słabych wyników na torze. Po nieudanym starcie sezonu 2026 Honda otrzymała w maju dodatkowe wsparcie dla programu jednostek napędowych, wykraczające poza pierwotny mechanizm ADUO, który ma wyrównywać szanse w F1. To pomoc techniczna przeznaczona dla ekip radzących sobie gorzej od rywali – sam fakt jej przyznania mówi wiele o skali problemów japońskiego producenta.
Nadzieje na 2027 rok
Japończycy liczą, że zmiana na stanowisku lidera pozwoli maksymalnie wykorzystać prace nad przeprojektowaną jednostką napędową, która ma trafić do bolidów w sezonie 2027. Wtedy właśnie w F1 wchodzą nowe przepisy silnikowe. Honda traktuje ten moment jako szansę na nadrobienie strat wobec rywali.
Presja na wyniki nie bierze się znikąd. Lawrence Stroll wydał na rozwój Aston Martin w ostatnich latach ponad 500 mln dolarów, licząc, że przy okazji technicznej rewolucji w F1 jego stajnia zacznie walczyć o tytuł mistrzowski. Jeśli przeprojektowana jednostka na 2027 rok nie okaże się skokiem jakościowym, rozczarowujące osiągi silnika Hondy w obecnym sezonie mogą storpedować te plany.
Kto jako pierwszy Polak w historii sięgnął po złoto Mistrzostw Świata ADCC? Odpowiedź brzmi: Paweł Jaworski. To on w miniony weekend triumfował w Krakowie.
22-letni zawodnik wygrał kategorię do 88 kilogramów i zapisał się na trwałe w historii polskiego grapplingu – jako pierwszy rodak z tytułem mistrza świata ADCC. Na to środowisko czekało latami. ADCC uchodzi bowiem za najbardziej prestiżowe zawody grapplingowe na świecie.
Sukces Jaworskiego nie był odosobniony – Mateusz Szczeciński dołożył do polskiego dorobku brązowy medal, zajmując 3. miejsce w swojej kategorii.
Held: „świetny poziom polskiego grapplingu”
Na wyczyn Jaworskiego zareagował Marcin Held, gwiazda polskiego MMA. Pogratulował mu mistrzostwa w mediach społecznościowych.
Pierwsze takie MŚ, na których mieliśmy tylu reprezentantów z Polski – co pokazuje świetny poziom polskiego grapplingu.
Held wie, o czym mówi. To zawodnik z bogatym doświadczeniem w walce na parterze – w karierze MMA zaliczył aż 16 zwycięstw przez poddanie. Jego opinia o poziomie polskiego grapplingu ma więc szczególną wagę.
Krakowska edycja ADCC 2026 zapisze się jako przełomowa dla Polski. Nie tylko ze względu na złoto Jaworskiego, ale i liczną, skuteczną reprezentację, którą podkreślił Held.
Ile trzeba zapłacić, żeby stanąć w narożniku zawodnika UFC podczas oficjalnej gali? W przypadku popularnego amerykańskiego streamera N3on odpowiedź jest konkretna: 50 tysięcy dolarów.
N3on stanie w narożniku Armana Tsarukyana podczas gali UFC 331. Wydarzenie odbędzie się 19 września 2026 roku w Los Angeles. Sam streamer nie krył się z tym, ile go to kosztowało – możliwość sekundowania Ormianinowi wyceniono na pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Tsarukyan od jakiegoś czasu kręci się też po świecie streamingu i mediów społecznościowych. To zresztą tłumaczy, skąd w jego zespole wziął się internetowy twórca zamiast typowego trenera.
Kim jest przeciwnik Tsarukyana
Na gali UFC 331 Ormianin zmierzy się z zawodnikiem znanym jako Ruffy. Statystyki robią wrażenie: 13 z 14 zawodowych walk wygranych przez nokaut.
Ostatni raz Tsarukyan pojawił się w oktagonie w listopadzie 2025 roku, gdy poddał Dana Hookera. Teraz czeka go zupełnie inny test – rywal, który swoją siłę ciosu udowodnił już nieraz, i to właśnie w UFC.
Co może skłonić mistrza wagi ciężkiej UFC do rezygnacji z walki, na którą czekał cały świat? Powód okazuje się bolesny i bardzo osobisty — to uporczywe problemy z oczami, przez które Tom Aspinall nie dostał od lekarzy zgody na starcie.
Anglik sam przekazał tę wiadomość, publikując oświadczenie w mediach społecznościowych. Rozczarowania nie krył, ale co do przyczyny decyzji nie zostawił żadnych wątpliwości.
Utrzymujące się problemy z oczami sprawiają, że w tej chwili nie mogę uzyskać zgody lekarzy na walkę
Dla 32-letniego zawodnika to cios szczególnie bolesny. Aspinall zdobył tymczasowy pas mistrzowski UFC w wadze ciężkiej w 2023 roku i od tamtej pory uchodzi za jedną z najgroźniejszych postaci tej kategorii. W klatce boksuje zawodowo od 2014 roku — blisko dekada budowania kariery, która teraz musi zwolnić z powodów zdrowotnych, na jakie sam nie ma wpływu.
Marzenie sprzed lat
Aspinall przypomniał, jak długo czekał na chwilę, w której będzie mógł nazywać się mistrzem. Jak sam przyznał, gonił za tym marzeniem, odkąd skończył 10 lat. I właśnie ta perspektywa — lata konsekwentnej pracy — sprawia, że wymuszona przerwa boli go najbardziej.
Na razie UFC nie podało terminu powrotu Brytyjczyka do klatki. Wszystko zależy od tego, jak szybko problemy ze wzrokiem pozwolą mu przejść badania lekarskie wymagane przed walką.
Drużyna, która ostatnimi laty kojarzyła się głównie z przebudową – czy naprawdę stać ją na to, by zaskoczyć całą ligę? Zdaniem Juliusa Randle’a odpowiedź brzmi: tak, i to już w nadchodzącym sezonie.
31-letni skrzydłowy Brooklyn Nets nie bawi się w dyplomację. „Julius Randle rzucił ostatnio odważnie stwierdzenie, że w tym sezonie Brooklyn Nets zaskoczą wszystkich” – te słowa obiegły ostatnio media zajmujące się ligą.
Julius Randle rzucił ostatnio odważnie stwierdzenie, że w tym sezonie Brooklyn Nets zaskoczą wszystkich.
To nie pierwszy raz, kiedy Randle stawia sprawę tak jasno. Już wcześniej sugerował, że Nets mają potencjał, by zaskoczyć całą stawkę NBA. A skoro powtarza tę deklarację sezon po sezonie, trudno mówić o jednorazowym zagraniu pod publiczkę. To raczej stały element narracji, którą buduje wokół swojej drużyny.
Za tymi słowami stoją też konkretne liczby. W minionym sezonie Randle notował średnio 21,1 punktu na mecz, do tego dokładał 6,7 zbiórki oraz 5,0 asysty – przy średnio 33 minutach na parkiecie w każdym spotkaniu. To profil zawodnika, który realnie bierze na siebie ciężar gry i w ataku, i w obronie.
Deklaracje kontra rzeczywistość
Brooklyn od lat szuka sportowej tożsamości po burzliwym rozstaniu z gwiazdorskim składem sprzed kilku sezonów. Randle, dołączając do klubu, wziął na siebie rolę lidera – przynajmniej w warstwie słownej. Czy jego liczby z poprzedniej kampanii – ponad 21 punktów, blisko 7 zbiórek i 5 asyst na mecz – wystarczą, by przełożyć deklaracje na parkiet? Pokaże dopiero rozpoczynający się sezon.
Jedno jest pewne: sam zawodnik w swoje słowa wierzy. I to nie od dzisiaj.