⚡ Aktualnie:
Cracovia przegrała z Motorem Lublin 1:2 w widowiskowym meczu Ekstraklasy Navratilova wskazała Świątek jako kandydatkę do rzucenia wyzwania Rybakinie Courmayeur: Martyna Kubka przegrywa w ćwierćfinale z Anną Blinkową Wiedeń: znamy półfinalistów. Alcaraz zagra z Miedwiediewem, Zverev z de Minaurem Dembek pracował z Chwalińską. Dziś przyznaje: zaskoczyła mnie bardzo Kvem: Nie otrzymałem pieniędzy od Passion UA za Budapest Major 2026 — to ok. 60–70 tys. dolarów Valve usuwa broń LAR z CS2, a Kvem oskarża Passion UA o niewypłacone 70 tysięcy dolarów F1: Gdzie obejrzeć kwalifikacje do GP Meksyku? Antonelli o krok od tytułu Koszmar Hamiltona i frustracja Verstappena. Działo się w F1 przed GP Meksyku Curry zwodem powalił Dončicia. Tak ruszył Puchar NBA Cracovia przegrała z Motorem Lublin 1:2 w widowiskowym meczu Ekstraklasy Navratilova wskazała Świątek jako kandydatkę do rzucenia wyzwania Rybakinie Courmayeur: Martyna Kubka przegrywa w ćwierćfinale z Anną Blinkową Wiedeń: znamy półfinalistów. Alcaraz zagra z Miedwiediewem, Zverev z de Minaurem Dembek pracował z Chwalińską. Dziś przyznaje: zaskoczyła mnie bardzo Kvem: Nie otrzymałem pieniędzy od Passion UA za Budapest Major 2026 — to ok. 60–70 tys. dolarów Valve usuwa broń LAR z CS2, a Kvem oskarża Passion UA o niewypłacone 70 tysięcy dolarów F1: Gdzie obejrzeć kwalifikacje do GP Meksyku? Antonelli o krok od tytułu Koszmar Hamiltona i frustracja Verstappena. Działo się w F1 przed GP Meksyku Curry zwodem powalił Dončicia. Tak ruszył Puchar NBA

Trzecia minuta doliczonego czasu gry. Balicka wciąż drży od dopingu, a Alan Uryga wpycha piłkę do siatki Śląska Wrocław, pieczętując wynik 2:1. To właśnie w tym momencie beniaminek PKO Ekstraklasy oficjalnie zameldował się na fotelu wicelidera tabeli.

Wisła Kraków otworzyła wynik już w 16. minucie za sprawą Angela Rodado, ale goście z Wrocławia odpowiedzieli trafieniem Adama Ciućki w 76. minucie – i przez kilkanaście minut mecz wisiał na włosku. Ostatecznie to Uryga, trafiając w doliczonym czasie gry, dał „Białej Gwieździe” komplet punktów.

Drużyna prowadzona przez Mariusza Jopa zapewniła sobie awans na 2. miejsce już na starcie 9. kolejki, wyprzedzając w tabeli kilka dużo bardziej doświadczonych ekstraklasowych zespołów. Wisła ma teraz na koncie 17 punktów i traci do prowadzącego w tabeli Górnika Zabrze zaledwie cztery „oczka”. Sam Górnik po ośmiu rozegranych meczach zgromadził 21 punktów i wciąż jest liderem rozgrywek.

Remis w Krakowie nie poprawia sytuacji Wieczystej

Równolegle w Krakowie Wieczysta podejmowała Widzew Łódź, a scenariusz tego meczu przypominał istną huśtawkę. Antonio Milić w 19. minucie strzelił samobója, dając prowadzenie gościom, ale Lucas Piazon w 37. minucie wyrównał na 1:1. Po zmianie stron, w 65. minucie, Mario Garcia dał Widzewowi prowadzenie. Jednak ten sam Milić, tym razem trafiając do własnej bramki rywali, ustalił wynik na 2:2 w 80. minucie. Ostatecznie mecz zakończył się podziałem punktów – 2:2.

Dla Wieczystej Kraków ten remis niewiele zmienia. Drużyna wciąż tkwi w strefie spadkowej. Po ośmiu kolejkach krakowski klub zajmuje 16. miejsce z dorobkiem zaledwie 5 punktów. Widzew Łódź uplasował się z kolei na 11. pozycji z 9 punktami po dziewięciu rozegranych spotkaniach.

W dolnej części tabeli napięcie nie maleje. Śląsk Wrocław po porażce w Krakowie spadł na 15. miejsce, mając na koncie 6 punktów po 9 meczach. Stawkę zamyka Raków Częstochowa – po 8 kolejkach zaledwie 3 punkty i ostatnia, 18. lokata.

61. minuta, Gtech Community Stadium. Do tego momentu piłkarze Chelsea mogli jeszcze łudzić się remisem – pierwsza połowa nie przyniosła żadnej bramki. Chwilę wcześniej Jaidon Anthony trafił w poprzeczkę, choć i tak stał na spalonym, więc gol i tak by nie wszedł. Jak się okazało, był to tylko zwiastun tego, co miało nadejść.

Brentford rozbił Chelsea 3:0 w meczu 5. kolejki Premier League. Wszystkie trzy bramki padły dopiero po przerwie – w drugiej połowie gospodarze zwyczajnie zdeklasowali rywala. Wynik otworzył właśnie Anthony, trafiając w 61. minucie po rzucie rożnym.

Dwadzieścia minut później było już 2:0. Emiliano Martinez zdołał jeszcze obronić strzał Kevina Schade, ale przy dobitce Igora Thiago nie miał żadnych szans. Brazylijczyk podwyższył prowadzenie Brentfordu w 83. minucie.

Na tym jednak gospodarze nie poprzestali. W doliczonym czasie gry, w 90+4 minucie, kropkę nad „i” postawił Fabio Carvalho. Jego gol narodził się z akcji dość nietypowej jak na mecz tej rangi – po dalekim wyrzucie piłki z autu i ponowieniu ataku.

Alonso wściekły na linii

Obrazki z bocznej linii mówiły same za siebie. Xabi Alonso przez większość drugiej połowy nie krył irytacji, patrząc na bezradność swojego zespołu.

Dla Brentfordu ten wynik ma podwójną wartość. Trzy punkty i pewne zwycięstwo nad londyńskim rywalem wywindowały zespół w górne rejony tabeli Premier League.

Trzy miesiące temu przegrał z nim w finale na trawie. Teraz Alex de Minaur ma szansę się odkuć – i to na własnym korcie. Lider Australii poprowadzi swoją reprezentację w meczu Pucharu Davisa z Polską w Brisbane, a w niedzielę czeka go rewanż z Kamilem Majchrzakiem za porażkę doniesioną w Den Bosch. Wcześniej, w piątek, de Minaur zmierzy się z Maksem Kaśnikowskim.

Spotkanie z Majchrzakiem to w zasadzie powtórka sprzed trzech miesięcy. Obaj tenisiści zagrają ze sobą dokładnie tyle czasu po finale turnieju ATP 250 w Den Bosch, gdzie górą był Polak, triumfując na kortach trawiastych. To był zresztą pierwszy tytuł Majchrzaka w karierze w głównym cyklu ATP.

De Minaur, obecnie dziewiąty tenisista świata, nie owija w bawełnę i przyznaje rywalowi szacunek. „To był bardzo wyrównany mecz” — ocenił czerwcowe starcie w rozmowie cytowanej przez Tennis Australia. Wie też, na co się nastawić. „Oczywiście to zawodnik, który ma ogromną siłę uderzenia. Ale mimo to uważam, że tutaj, w Australii, to będzie dla nas dobre zestawienie” — powiedział.

Nie zabrakło też słów o atmosferze panującej w drużynie. „Wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani możliwością reprezentowania Australii. Gramy u siebie, więc mam nadzieję, że przez cały weekend pokażemy dobry tenis” — dodał de Minaur.

Hewitt liczy na trofeum, Duckworth wraca po kontuzjach

Kapitan Australii Lleyton Hewitt nie ukrywa, ile pokłada wiary w swoim liderze. „Mam ogromną wiarę w Alexa i w to, co potrafi” — stwierdził, zwracając uwagę, że de Minaur przyjechał na zgrupowanie od razu po US Open i zdążył już wykonać mnóstwo pracy na korcie treningowym. Stawkę weekendu określił bez owijania w bawełnę. „Musimy tutaj wygrać i dać sobie szansę na walkę o trofeum pod koniec przyszłego roku. Właśnie tam chcemy być, taki jest nasz cel” — powiedział kapitan.

Drugim singlistą gospodarzy będzie James Duckworth – w sobotę zmierzy się właśnie z Majchrzakiem. Hewitt docenił drogę, jaką Australijczyk przeszedł, by wrócić na wysoki poziom. „James miał przez lata mnóstwo kontuzji, więc to świetna historia, że wywalczył sobie powrót w rankingu i gra teraz na takim poziomie” — ocenił kapitan.

Całość dopełni niedzielny debel: Rinky Hijikata i Max Purcell zmierzą się z Karolem Drzewieckim i Janem Zielińskim. Purcell liczy na kontynuację passy u boku Hijikaty. „Gra z Rinkym będzie świetna. Jeszcze razem nie przegraliśmy, więc mam nadzieję, że po tym weekendzie nadal tak będzie” — powiedział Australijczyk.

Mecz Australia-Polska rozgrywany jest w ramach Grupy Światowej I Pucharu Davisa. Zwycięzca awansuje do przyszłorocznych kwalifikacji do turnieju finałowego, pokonani zagrają w barażu o Grupę Światową I.

Czy reprezentacja Polski da radę pokonać Australię na jej własnym terenie i wywalczyć awans do kwalifikacji turnieju finałowego Pucharu Davisa? Odpowiedź poznamy już w sobotę i niedzielę – w Brisbane dojdzie wtedy do bezpośredniego starcia obu drużyn.

W piątek w Brisbane odbyło się losowanie gier na spotkanie Australia – Polska, które wyłoniło pary na pierwszy dzień rywalizacji. W sobotę Maks Kaśnikowski zmierzy się z Alexem de Minaurem, a Kamil Majchrzak zagra z Jamesem Duckworthem. Niedzielę otworzy mecz deblowy – na korcie zobaczymy Karola Drzewieckiego i Jana Zielińskiego po polskiej stronie oraz Rinky’ego Hijikatę i Maxa Purcella po australijskiej.

Stawka jest naprawdę wysoka. Mecz rozgrywany jest w ramach Grupy Światowej I Pucharu Davisa, a zwycięzca zapewni sobie miejsce w przyszłorocznych kwalifikacjach do turnieju finałowego. Przegrani nie odpadną jednak z miejsca – czeka ich jeszcze baraż o Grupę Światową I.

Kapitan reprezentacji Mariusz Fyrstenberg nie ukrywał emocji przed starciem. „Jestem podekscytowany tym meczem. Obie drużyny czeka duże wyzwanie. Cieszę się ze składu, który mamy, bo to bardzo zaangażowani zawodnicy i żaden z nich nigdy nie odmówił występu w Pucharze Davisa. Mamy wyjątkową grupę. Fajnie wspólnie spędzamy czas, także dzięki gospodarzom, którzy o nas naprawdę zadbali” – powiedział.

Dla Kaśnikowskiego, zawodnika LOTTO PZT Team, sobotni pojedynek z de Minaurem oznacza starcie z jednym z najlepszych tenisistów świata. „Czeka mnie ciekawe doświadczenie. Australijscy kibice słyną z intensywności i olbrzymiego wsparcia, jakie dają swoim zawodnikom. Postaram się wyciągnąć z tego wydarzenia jak najwięcej. Dam z siebie wszystko dla zespołu. De Minaur będzie najlepszym zawodnikiem, z jakim kiedykolwiek grałem. Przygotuję się najlepiej, jak potrafię” – przyznał Polak.

Majchrzak zna już swojego rywala

Liderem polskiego zespołu jest właśnie Kamil Majchrzak. Kort w Brisbane nie jest mu obcy – w styczniowym turnieju dotarł tam do ćwierćfinału i przez trzy sety walczył z Daniłem Miedwiediewem. Ma też na koncie zwycięstwo nad de Minaurem, którego pokonał w finale turnieju ATP 250 w Den Bosch. Z Duckworthem, swoim sobotnim rywalem, mierzył się już wcześniej – pokonał go siedem lat temu w eliminacjach do turnieju w Chengdu. „Dzielimy się tymi informacjami, bo chcemy być gotowi na każdego przeciwnika” – podkreślił Majchrzak, mówiąc o wymianie doświadczeń w drużynie.

W deblu Polskę reprezentować będą Karol Drzewiecki i Jan Zieliński. „Wierzymy w siebie, lubimy ze sobą grać” – zapewnił krótko Drzewiecki. Zieliński dodał do tego więcej, zwracając uwagę na rolę atmosfery w zespole. „Atmosfera jest bardzo ważna, a dobre relacje wewnątrz drużyny oraz wsparcie z ławki mogą ponieść zespół, nawet jeśli na papierze nie jest on faworytem. To nasz atut. Kiedy graliśmy w United Cup, w ćwierćfinale musieliśmy zmierzyć się nie tylko z przeciwnikami, lecz także ze świetnie dopingującymi kibicami. Tego samego spodziewamy się teraz” – powiedział.

W szerokiej kadrze pozostaje też Jan Sadzik. Przed nim szansa na debiut w drużynie narodowej. „Jestem podekscytowany tym, że mogę być w Brisbane z tą drużyną i tymi zawodnikami. Wszystko chłonę, zbieram momenty. To niesamowite doświadczenie, nawet jeśli nie będzie mi dane zagrać. Już same treningi z reprezentacją są olbrzymią wartością. Jestem dumny i szczęśliwy” – mówił Sadzik.

Co robi trener, kiedy zawodniczka na korcie zaczyna się blokować, a on sam nie mówi w jej języku? Francisco Roig, od kwietnia szkoleniowiec Igi Świątek, odpowiedział na to pytanie w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

Roig, znany wcześniej ze współpracy z Rafaelem Nadalem, zastąpił w sztabie Polki Wima Fissette’a – trenera, pod którego wodzą Świątek triumfowała w Wimbledonie. Ta zmiana na trenerskim stanowisku wzbudziła spore zainteresowanie kibiców. Teraz Hiszpan sam opowiedział, jak wygląda codzienna komunikacja z zawodniczką w trakcie meczu.

„To, co widzę, to że czasami Iga jest w trakcie meczu bardzo, bardzo skoncentrowana. I wtedy wiem, że lepiej nic nie mówić, by jej nie wybić z rytmu, nie przeszkadzać w tym, jak sama myśli i analizuje” – przyznał Roig. Wyczucie momentu, kiedy lepiej zamilknąć, uznał za sprawę kluczową.

Inaczej jest, gdy Świątek się blokuje. Wtedy potrzebny jest inny ton. „Ustaliliśmy w zespole, że wtedy potrzebuje prostego przekazu, najczęściej po polsku” – wyjaśnił trener. Samo to zdanie pokazuje, jak wiele w pracy sztabu waży znajomość charakteru zawodniczki – nie tylko technika gry.

Roig konsultuje się z Abramowicz i Ryszczukiem

Kluczem do tej układanki są dwie osoby, które znają Świątek od lat: psycholożka sportowa Daria Abramowicz i trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk. „Rozmawiamy więc w boksie, ustalamy, co najlepiej przekazać, i taka rada wypływa. Daria i Maciek znają Igę lepiej, mają z nią lata doświadczeń. Więc dla mnie to OK” – opisał Roig. Hiszpan nie kryje przy tym, że w tym trójkącie decyzyjnym to on bywa tym, który studzi zapał reszty ekipy. „Ej, mówimy za dużo, dajmy jej chwilę pograć” – rzuca wtedy do zespołu.

Ciekawy jest też wątek bariery językowej. Roig przyznał, że nic nie rozumie po polsku – więc ewentualna krytyka ze strony polskich kibiców po prostu do niego nie dociera. W praktyce oznacza to, że presja medialna, która regularnie towarzyszy Świątek w kraju, zatrzymuje się dokładnie na granicy jego znajomości języka.

Wywiad ukazał się w momencie, gdy forma Polki budzi pytania. Świątek odpadła w IV rundzie US Open i zrezygnowała ze startu w turnieju w Seulu. Kolejnym sprawdzianem będzie dla niej WTA 1000 w Pekinie, zaplanowany na 30 września – 11 października, a zaraz po nim impreza tej samej rangi w Wuhan.

Stawka tych startów jest wysoka. W rankingu WTA Race, decydującym o awansie do WTA Finals, Świątek zajmuje obecnie 10. miejsce z dorobkiem 3584 punktów, a do turnieju mistrzyń kwalifikuje się osiem zawodniczek. W klasycznym rankingu WTA Polka jest dziewiąta, a na fotelu liderki zasiada triumfatorka tegorocznego US Open, Jelena Rybakina. Pekin i Wuhan mogą więc zadecydować, czy nowy sztab zdąży jeszcze domknąć ten sezon w najlepszym możliwym stylu.

Co ma wspólnego siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 z hollywoodzką wytwórnią filmową? Więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Lewis Hamilton zawarł porozumienie z działem rozrywki sportowej Paramount Skydance i formalnie wszedł do machiny, która stoi za jednymi z najgłośniejszych tytułów ostatnich lat.

Umowa obejmuje jego autorską firmę Dawn Apollo Studios. Dzięki nowemu kontraktowi studio będzie mogło rozwijać i produkować treści fabularne, dokumentalne oraz animacje. Sam Hamilton obejmie funkcję producenta wykonawczego przy wszystkich projektach objętych porozumieniem. To krok, który zawodnik Ferrari i siedmiokrotny mistrz świata F1 szykował od dawna – podpis pod umową padł jednak dopiero teraz.

„Zawsze wierzyłem, że ciekawe opowieści mogą pomóc ludziom inaczej spojrzeć na świat i rozpocząć ważne rozmowy. To właśnie ekscytuje mnie w Dawn Apollo Studios. Daje nam szansę wspierać projekty, które są uczciwe, odważne i znaczące, oraz tworzyć przestrzeń dla głosów i perspektyw, które nie zawsze miały taką możliwość” – skomentował Hamilton.

Brytyjczyk liczy też na dobrą współpracę z ekipą Skydance Sports. „Skydance Sports rozumie, jak potężne w poruszaniu widzów mogą być sport, kultura i rozrywka, i cieszę się, że połączę siły z Jessem i zespołem, by ożywić te historie” – powiedział.

Od „F1” do własnych scenariuszy

Dawn Apollo Studios nie wzięło się znikąd i nie jest efektem chwilowej mody. Firma działa od 2022 roku i była mocno zaangażowana w powstanie filmu „F1”, przy którym Hamilton pracował jako producent wykonawczy i konsultant. Produkcja z Bradem Pittem i Damsonem Idrisem trafiła do kin na całym świecie, a globalna sprzedaż biletów przekroczyła 634 mln dolarów. Taki wynik z pewnością przyspieszył rozmowy o nowej, znacznie szerszej umowie.

Już podczas Grand Prix Monako w 2025 roku Hamilton zdradzał, że szykuje kolejne przedsięwzięcia poza torem. „Mam trzy koncepcje, które piszę. Będę je tworzył ze scenarzystą, ponieważ nigdy wcześniej nie pisałem scenariusza dla filmu. Mam jednak pomysły, które opracowałem. Myślę, że dwa z nich będą animacjami, a jeden jest już na etapie pierwszej części scenariusza, więc to ekscytujące” – mówił wtedy kierowca. Zapowiadał też coś więcej niż samo kino fabularne: „Będą też dokumenty, może kiedyś serial telewizyjny, ale głównie filmy. Kocham rozwój filmów – to lubię najbardziej”.

Za nową umową stoją nazwiska, które w Hollywood i Dolinie Krzemowej ważą bardzo wiele. Skydance Sports należy do rodziny Ellisonów, blisko powiązanej z Donaldem Trumpem – ich majątek szacuje się na co najmniej 184,5 mld dolarów. Dyrektorem generalnym Paramount Skydance jest David Ellison, a jego ojciec Larry Ellison jest właścicielem technologicznego giganta Oracle. W lutym 2026 roku kontrolowany przez rodzinę Paramount Skydance zawarł umowę przejęcia Warner Bros. Discovery. Gdy transakcja zostanie sfinalizowana, w ręce amerykańskich miliarderów trafi między innymi polska stacja TVN.

Hamilton od lat flirtuje z aktorstwem, choć nie zawsze udawało mu się to pogodzić z kalendarzem F1. Producenci „Mission Impossible” i „Top Gun: Maverick” brali pod uwagę jego angaż, ale terminy zdjęciowe kolidowały z trwającym sezonem wyścigowym. Już w 2019 roku w rozmowie z ESPN żałował straconej szansy: „Próbowałem załapać się na plan filmowy Top Gun, ponieważ jestem wielkim fanem tego filmu, ale niestety nie miałem czasu na kręcenie scen. Szansa była spora, ale nie byłem w stanie przeskoczyć pewnych rzeczy”. Wspominał też nieudany casting: „Chciałbym kiedyś grać w filmach. Raz odbyłem nawet przesłuchanie, cały dzień uczyłem się roli. Miałem akurat zaplanowany pokaz mody w Paryżu, do tego występy w programach telewizyjnych. Musiałem nawet stworzyć krótkie nagranie i wysłać próbkę tego, co potrafię do Los Angeles. Nie dostałem wtedy tej roli, ale to było coś wielkiego”.

Tym razem Hamilton nie zabiega o rolę przed kamerą. Siada po drugiej stronie – jako producent, który decyduje, jakie historie w ogóle trafią na ekran.

Co robi mistrz Polski, gdy tuż przed sezonem traci na trzy miesiące jednego z filarów rotacji? Legia Warszawa poszukała ratunku na rynku transferowym. Kuba Piśla, 22-letni rzucający i reprezentant Polski, jest już zawodnikiem aktualnych mistrzów kraju.

Powód jest prosty i bolesny. Szymon Tomczak, który miał odgrywać ważną rolę w rotacji obrońców tytułu, doznał kontuzji podczas meczu kontrolnego z MKS-em Dąbrowa Górnicza. Diagnoza nie pozostawia złudzeń – skręcenie śródstopia z uszkodzeniem więzadeł. Zawodnika czeka przerwa w treningach trwająca około trzech miesięcy. To właśnie ta absencja zmusiła klub do szybkiej reakcji na rynku.

Piśla podpisał z Legią krótkoterminową, trzymiesięczną umowę. Najpierw przeszedł testy medyczne w Warszawie, dopiero potem kontrakt formalnie wszedł w życie. To rozwiązanie tymczasowe, dopasowane niemal co do dnia do czasu, jakiego Tomczak będzie potrzebował na powrót do zdrowia.

Dla samego Piśli to nieoczekiwany zwrot planów. Tego lata celował w wyjazd do NCAA, ale ten scenariusz na razie się nie ziścił. Po wygaśnięciu kontraktu z Legią zawodnik ponownie sprawdzi swoje szanse na grę w amerykańskich uczelniach. W poprzednim sezonie występował w barwach Tauronu GTK Gliwice, gdzie notował średnio 11,9 punktu, 1,7 zbiórki i 1,2 asysty na mecz, trafiając przy tym 37 procent rzutów za trzy punkty.

Jego progres dostrzegł też selekcjoner Igor Milicić. To on powołał Piślę do seniorskiej reprezentacji Polski, gdzie zawodnik zaliczył debiut. Ma już na koncie występy w eliminacjach Mistrzostw Świata 2027.

Kiedy zobaczymy go w akcji?

Debiut Piśli w barwach Legii zaplanowano na niedzielę, 20 września, w sparingu z estońskim BC Kalev. Na trybuny wejdą wtedy posiadacze karnetów na mecze Legii w sezonie 2026/2027. Tydzień później, w weekend 26-27 września, drużyna zagra o Superpuchar Polski w Sosnowcu. Sezon zasadniczy Polskiej Ligi Koszykówki ruszy 2 października w Słupsku.

Stawka dla klubu jest wysoka. Legia broni tytułu i sięga po trzecie z rzędu mistrzostwo kraju. Sezon zapowiada się przy tym wyjątkowo wymagający – warszawski zespół zagra na dwóch frontach, w Polskiej Lidze Koszykówki i w Basketball Champions League. W takich warunkach głębia składu, nawet uzupełniona doraźnym wzmocnieniem, może okazać się bezcenna.

Arman Tsarukyan wraca do oktagonu po roku przerwy. I zanim jeszcze stanie do walki, sam podsunął dziennikarzom temat, który zwykle rezerwuje się na później — pas mistrzowski UFC. Padło to przed sobotnią galą UFC 331 w Los Angeles.

Na gali czeka go pięciorundowy co-main event z Mauricio Ruffym. To pierwszy występ Ormianina od listopada ubiegłego roku, gdy poddał Dana Hookera. 29-latek od dawna nie zna smaku porażki — pięć zwycięstw z rzędu, w tym właśnie nad Hookerem i Charlesem Oliveirą.

Na konferencji przedwalkowej Tsarukyan bez ogródek przyznał, że myśli już o pasie. To nie jest rzucone od niechcenia zdanie ani formalność wymuszona pytaniem dziennikarza. Zawodnik na fali piątej wygranej z rzędu, który ograł już dwóch czołowych graczy wagi lekkiej, ma pełne prawo mówić o mistrzostwie na głos.

Dwóch streamerów w jednym narożniku

W narożniku Tsarukyana podczas UFC 331 stanie amerykański streamer N3on. Ormianin od razu jednak zaznaczył, że przy ewentualnej walce o pas chciałby mieć obok siebie kogoś zupełnie innego — influencerkę Ninę Dramę.

„There is two streamers, me and N3on. Inside the cage there’s a streamer as well” — powiedział Tsarukyan.

Nina Drama to pseudonim Niny-Marie Daniele, amerykańskiej influencerki, twórczyni internetowej i byłej modelki. Zawodniczką nie jest, formalnie z UFC też jej nie łączy etat — zajmuje się głównie tworzeniem contentu i prowadzeniem nietypowych wywiadów z zawodnikami organizacji. Zasięgi ma jednak takie, że niejeden zawodowiec może pozazdrościć: konto podaje obecnie około 15,8 mln łącznych obserwujących na różnych platformach.

Pomysł, żeby przy klatce zamiast tradycyjnego trenera stanęła twórczyni internetowa, dobrze pokazuje, jak mocno UFC flirtuje dziś ze światem streamingu i mediów społecznościowych. Na razie to jednak wyłącznie plan Tsarukyana na przyszłość. Najpierw czeka go coś bardziej przyziemnego — sobotni pojedynek z Mauricio Ruffym w Los Angeles.

Co poszło nie tak w pierwszej walce Jakuba Wikłacza na Mistrzostwach Świata ADCC 2026? Sam zawodnik nie ma wątpliwości – zabrakło agresji, a on sam grał zbyt zachowawczo.

Wikłacz kojarzony jest przede wszystkim z klatką, ale tym razem stanął na macie – podczas ADCC 2026, jednego z najbardziej prestiżowych turniejów grapplingowych na świecie. Zawody rozegrano w Krakowie, 12 i 13 września. Polak znalazł się w stawce dzięki dzikiej karcie. Długo się jednak nie pobawił – odpadł już w pierwszej walce turnieju.

Kilka dni później zawodnik nagrał wideo blog, w którym na spokojnie rozłożył swój występ na czynniki pierwsze. „Bardzo, ale to bardzo duży niedosyt” – przyznał bez ogródek. Mimo przegranej zaznaczył, że sam fakt wystąpienia na ADCC był dla niego czymś wyjątkowym. „To było niesamowite wydarzenie, to było spełnienie mojego marzenia, żeby wystąpić, ale wiadomo, że jestem bardzo ambitny, więc chciałem z jak najlepszej strony się pokazać” – powiedział.

Zbyt defensywna postawa zaważyła na wyniku

Wracając do przebiegu walki, Wikłacz nie kombinował z tłumaczeniami. „Uważam, że troszeczkę błędów zostało popełnionych. Troszeczkę, to w sumie mało powiedziane. Nastawienie było zbyt defensywne, zabrakło agresji” – ocenił sam siebie, bez taryfy ulgowej. Poznaniak, były mistrz KSW, od miesięcy leczył kontuzję, przez którą wypadł z walk w UFC.

I właśnie ten kontekst sprawia, że start w ADCC znaczy dla niego więcej niż sam wynik na tablicy. Wikłacz to obecnie zawodnik UFC, a przygotowania do grapplingowego turnieju potraktował jako test formy po kontuzji. „Cały czas czekam na swoją walkę w UFC, a przygotowania do zawodów grapplingowych dały mi pewność, że jestem zdolny do walki, do mocnych przygotowań” – wyznał.

Polak deklaruje już gotowość do rywalizacji w największej organizacji MMA na świecie i liczy, że do klatki wróci jeszcze w tym roku. Porażka na krakowskiej macie ma być więc tylko epizodem na drodze do kolejnej walki w oktagonie.

Ile mocnych Rosjan czeka Polaków na mistrzostwach Europy w boksie w Sofii? Pełną odpowiedź poznamy dopiero w kolejnych rundach. Już pierwszy dzień pokazał jednak wyraźnie, że rosyjska reprezentacja wraca do rywalizacji w pełnej sile. Nad halą Asics Arena powiewają rosyjskie flagi — widok jeszcze niedawno nie do pomyślenia, dziś zwyczajny element turniejowej scenerii.

Na razie to jednak Polacy mają powody do zadowolenia. Pierwszego dnia rywalizacji trzej reprezentanci Polski odnieśli jednogłośne zwycięstwa: Nikolas Pawlik w kategorii 55 kg, Aleksiej Sewostianow w wadze 90 kg oraz Damian Durkacz w kategorii 70 kg. Cała trójka awansowała do 1/8 finału. Durkacz nie dał żadnych szans Litwinowi Aleksandrowi Trofimczukowi, wygrywając 5:0 (30-27, 30-27, 30-27, 30-27, 29-28).

Zadowolony, ale nie do końca — tak swoich zawodników ocenił Tomasz Dylak, główny szkoleniowiec połączonych reprezentacji żeńskiej i męskiej Polski. „Oczywiście, że z samych wyników jestem bardzo zadowolony. Widziałem w ostatnich treningach i nawet na sali rozgrzewkowej, że są niesamowicie szybcy. W walce czegoś mi brakowało, jeszcze takiego 'oczka’ i spokoju. Możliwe, że to był trochę stres pierwszej walki, więc z samych walk nie jestem super zadowolony, ale z wyników i postawy dosyć tak” — powiedział trener przed kamerą Interii.

Losowanie nie rozpieszcza, a Rosjanie czają się w drabince

Dylak nie ukrywa, że dalsza droga będzie znacznie trudniejsza. „Po losowaniu wiemy, że przy 2-3 walce już będzie dużo ciężej. Chłopaki mieli dość słabe losowanie, czyli czekają ich ciężkie walki. W walce do medalu trafiamy na któregoś z faworytów i będzie trzeba zrobić niespodziankę. Dziewczyny poprzez rozstawienie mają lepiej, ale tu pojawia się inne wyzwanie” — przyznał trener kadry.

Tym wyzwaniem są właśnie Rosjanki. „Nierozstawione były z kolei Rosjanki, co powoduje, że połowa dziewczyn trafia na Rosjanki w walce o medal. Więc powiedziałbym, że u dziewczyn losowanie było średnio dobre, z kolei u chłopaków trochę gorsze. Trzeba będzie gdzieś zaskoczyć” — dodał Dylak. W praktyce oznacza to, że polscy pięściarze i pięściarki na kolejnych etapach turnieju będą regularnie trafiać na zawodników zza wschodniej granicy. Konkret już jest: Igor Rondoś w kategorii 85 kg zmierzy się w 1/8 finału z Rosjaninem Dmitrijem Karmanowem, a Bartłomiej Rośkowicz w wadze 65 kg w 1/16 finału stanie naprzeciw Białorusina Aliaksandra Radzionaua.

Skala rywalizacji w Sofii ma być wyjątkowa. „To będą najmocniejsze mistrzostwa Europy od wielu lat. Nigdy nie było tylu krajów i tyle osób startujących. Rosjanie wyglądają na bardzo mocnych, więc trzeba się szykować, że musimy wejść na szczyt swoich możliwości” — ocenił szkoleniowiec kadry.

Powrót Rosjan do międzynarodowego boksu to skutek przetasowań w samej strukturze tego sportu. Federacja World Boxing powstała w opozycji do organizacji IBA, zarządzanej przez Umara Kremlowa, określanego jako przyjaciel Władimira Putina. Jej powstanie miało uchronić boks przed wyrzuceniem z igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Zawieszenie Rosjan w strukturach World Boxing trwało dwa lata. W kwietniu 2026 roku dopuszczono ich do startów jako zawodników neutralnych, a pod koniec lipca tego samego roku federacja całkowicie zniosła wobec nich restrykcje.

Polityczny kontekst tej decyzji zdaje się Dylaka nie obchodzić. „Absolutnie poza nami. Zatem my podchodzimy do tego sportowo. Przyjeżdżamy na takie mistrzostwa obojętnie, kto by na nich był, bo wszystkie decyzje zapadają bez nas” — podsumował trener reprezentacji Polski.

Instalacja aplikacji
Pobierz