⚡ Aktualnie:
Cracovia przegrała z Motorem Lublin 1:2 w widowiskowym meczu Ekstraklasy Navratilova wskazała Świątek jako kandydatkę do rzucenia wyzwania Rybakinie Courmayeur: Martyna Kubka przegrywa w ćwierćfinale z Anną Blinkową Wiedeń: znamy półfinalistów. Alcaraz zagra z Miedwiediewem, Zverev z de Minaurem Dembek pracował z Chwalińską. Dziś przyznaje: zaskoczyła mnie bardzo Kvem: Nie otrzymałem pieniędzy od Passion UA za Budapest Major 2026 — to ok. 60–70 tys. dolarów Valve usuwa broń LAR z CS2, a Kvem oskarża Passion UA o niewypłacone 70 tysięcy dolarów F1: Gdzie obejrzeć kwalifikacje do GP Meksyku? Antonelli o krok od tytułu Koszmar Hamiltona i frustracja Verstappena. Działo się w F1 przed GP Meksyku Curry zwodem powalił Dončicia. Tak ruszył Puchar NBA Cracovia przegrała z Motorem Lublin 1:2 w widowiskowym meczu Ekstraklasy Navratilova wskazała Świątek jako kandydatkę do rzucenia wyzwania Rybakinie Courmayeur: Martyna Kubka przegrywa w ćwierćfinale z Anną Blinkową Wiedeń: znamy półfinalistów. Alcaraz zagra z Miedwiediewem, Zverev z de Minaurem Dembek pracował z Chwalińską. Dziś przyznaje: zaskoczyła mnie bardzo Kvem: Nie otrzymałem pieniędzy od Passion UA za Budapest Major 2026 — to ok. 60–70 tys. dolarów Valve usuwa broń LAR z CS2, a Kvem oskarża Passion UA o niewypłacone 70 tysięcy dolarów F1: Gdzie obejrzeć kwalifikacje do GP Meksyku? Antonelli o krok od tytułu Koszmar Hamiltona i frustracja Verstappena. Działo się w F1 przed GP Meksyku Curry zwodem powalił Dončicia. Tak ruszył Puchar NBA

„Lepszego początku nie mogliśmy sobie wymarzyć, szybko wyszliśmy na prowadzenie, a potem dosyć łatwo straciliśmy dwie bramki” – przyznał po meczu trener Radomiaka Radom Rafał Grzyb. Jego zespół przegrał na wyjeździe z Lechem Poznań aż 1:5.

Spotkanie zamknęło 9. kolejkę PKO Ekstraklasy. Paradoksalnie to właśnie goście z Radomia jako pierwsi trafili do siatki, obejmując prowadzenie już w początkowych minutach. Lech szybko odrobił stratę, ale był to jedyny fragment meczu, w którym Radomiak miał powody do radości.

Dla Kolejorza to była okazja do rehabilitacji. Przed starciem z Radomiakiem poznaniacy przegrali dwa mecze z rzędu, a drużyna Nielsa Frederiksena wyraźnie chciała odreagować tę serię. Po straconej bramce zespół z Poznania odpowiedział serią trafień i ostatecznie rozbił rywala, wygrywając 5:1.

Grzyb: zasłużyliśmy na tę porażkę

Szkoleniowiec Radomiaka Rafał Grzyb po meczu miał żal do swojego zespołu o stratę dwóch bramek. „Popełnione błędy pozwoliły się Lechowi napędzić. Dobrze wiemy, że w takiej sytuacji oni z tego skorzystają. Przyjmujemy tę porażkę, zasłużyliśmy na nią” – ocenił trener gości.

Duńczyk Niels Frederiksen, prowadzący Lecha, podkreślił wagę zwycięstwa przed długą przerwą reprezentacyjną. Zwycięstwo zwycięstwem, ale z bezbłędnym występem nie miało to wiele wspólnego, i szkoleniowiec wcale tego nie ukrywał. „Nie jestem wybitnie zadowolony z naszego występu, nie był on perfekcyjny, bo mogliśmy pokusić się o więcej goli. Byliśmy trochę niedbali, to nie był więc nasz najwyższy poziom, ale było to więcej niż potrzebowaliśmy, by sięgnąć po zwycięstwo” – powiedział szkoleniowiec Kolejorza.

Frederiksen zwrócił też uwagę na reakcję zespołu po szybko straconym golu. Pochwalił przy tym zwłaszcza Radosława Murawskiego. „Cieszę się z tego, jak zareagowaliśmy po szybkiej stracie bramki i mówię tutaj o całej drużynie, ale też o Radku Murawskim, który był prawdopodobnie jednym z najlepszych zawodników w naszych szeregach. Ta reakcja budzi szacunek i jest powodem, dlaczego mogę się cieszyć” – dodał duński trener.

Teraz oba zespoły czeka przerwa związana z meczami reprezentacji.

„Warto dostrzegać fajne rzeczy w wykonaniu młodych Polaków. Bartek Mazurek z kolejnym świetnym występem i kolejnym tytułem MOTM” – napisał na platformie X Mateusz Borek, komentując występ 19-letniego pomocnika w barwach Red Bulla Salzburg.

Red Bull Salzburg rozbił Sturm Graz 3:0, a Mazurek – świeży nabytek klubu – odegrał w tym spotkaniu kluczową rolę. Do przerwy na tablicy wyników było zero do zera. Potem przyszła eksplozja.

Przełom nastąpił w 72. minucie, gdy strzał Mazurka z dużej odległości zmienił tor lotu po dotknięciu piłki przez Nikolasa Veratschniga, który ostatecznie zapisał to trafienie na swoje konto. Cztery minuty później było już 2:0 – Kevin Boma huknął skutecznie głową. Kropkę nad i postawił w 83. minucie Aboubacar Camara, wykańczając akcję efektownymi nożycami.

Rywale dokończyli mecz w osłabieniu. Juergen Heil obejrzał dwie żółte kartki w krótkim odstępie czasu, co dało czerwoną i grę Sturmu w dziesiątkę do końca spotkania.

Trzecia asysta w lidze i brak powołania od Urbana

Mazurek przebywał na boisku od pierwszej minuty aż do 86., kiedy zszedł z murawy. To już jego trzecia asysta w tym sezonie austriackiej ekstraklasy – i dowód na to, że 19-latek błyskawicznie odnalazł się w nowym otoczeniu.

Mimo tej formy selekcjoner Jan Urban nie zdecydował się powołać pomocnika do seniorskiej reprezentacji Polski na najbliższe zgrupowanie. Zamiast tego Mazurek dostał powołanie do kadry U-21, którą prowadzi Jerzy Brzęczek.

W tym samym meczu, po stronie pokonanych, na boisku pojawił się jeszcze jeden Polak – Filip Rózga wszedł w szeregi Sturmu Graz w 66. minucie. Jego sytuacja przed zbliżającym się zgrupowaniem kadry Urbana pozostaje jednak niepewna – problemy zdrowotne mogą sprawić, że nie zdąży dołączyć do reprezentacji.

„Można było wyobrazić sobie gorsze wejście do PSG po transferze z FC Barcelony” – tyle wystarczy, by opisać formę Ferrana Torresa. W niedzielę Hiszpan po raz kolejny zadecydował o losach meczu Paris Saint-Germain.

Olympique Marsylia przegrał z mistrzami Francji 1:2 w hicie 6. kolejki Ligue 1. Do przerwy na tablicy wyników panowała cisza, za to druga połowa przyniosła istne szaleństwo bramkowe. W ciągu zaledwie ośmiu minut padły trzy gole: najpierw Ferran Torres otworzył wynik w 66. minucie, chwilę później, w 72., Angel Gomes wyrównał dla gospodarzy, a już w 74. Marquinhos przypieczętował zwycięstwo paryżan.

Bohaterem spotkania ponownie okazał się Torres. Na boisko wszedł dopiero w 59. minucie z woli Luisa Enrique i wystarczyło mu siedem minut, żeby wpisać się na listę strzelców – trafił głową po precyzyjnym dośrodkowaniu Desire Doue z kilku metrów. To kolejny dowód na to, jak szybko odnalazł się w nowym klubie po odejściu z Barcelony. Bilans mówi sam za siebie: sześć spotkań w barwach PSG i już siedem zdobytych bramek.

Kontuzja, pomyłka sędziego i czerwona kartka

Marsylia już od 30. minuty musiała radzić sobie bez Igora Paixao, który zszedł z boiska z urazem. Emocji przy linii bocznej też nie zabrakło. Sędzia Francois Letexier najpierw wyciągnął czerwoną kartkę wobec Timothy’ego Weaha za ostry faul na Nuno Mendesie, po czym niemal od razu wycofał się z tej decyzji, tłumacząc, że pomylił kieszenie z kartonikami – ostatecznie Amerykanin zobaczył żółtą kartkę. To i tak nie uratowało go przed przedwczesnym końcem meczu: na kwadrans przed jego zakończeniem obejrzał drugie żółte upomnienie i musiał zejść z boiska, a Marsylia dokończyła spotkanie w dziesiątkę.

Porażka pogłębia kryzys Olympique Marsylia. Po pięciu wcześniejszych kolejkach zespół miał na koncie zaledwie jedno zwycięstwo i plasował się w strefie spadkowej.

W pozostałych niedzielnych meczach Ligue 1 AJ Auxerre pokonało Stade Brestois 29 wynikiem 2:1, a OGC Nice wygrało 2:1 z Lille OSC.

Magda Linette poznała już swoją pierwszą rywalkę w turnieju WTA 250 Korea Open 2026 w Seulu. Zmierzy się z Rosjanką Darią Astachową, a na kort obie panie wyjdą w poniedziałek, 21 września 2026 roku.

Polka do turnieju podchodzi jako siódma rozstawiona. Astachowa trafiła do głównej drabinki inną drogą – musiała przejść przez kwalifikacje, gdzie zaliczyła dwa zwycięstwa. Najpierw poradziła sobie z Japonką Haruką Kaji 6:2, 6:7(6), 6:2, a w kolejnej rundzie pokonała rodaczkę Aleksandrę Szubladze 6:4, 6:4.

Kiedy i gdzie oglądać mecz Linette – Astachowa

Spotkanie Polki z Rosjanką zaplanowano jako trzeci mecz dnia na korcie centralnym – organizatorzy ruszają tam od godziny 5:00 czasu polskiego. Jako pierwsza na kort wyjdzie para Xinxin Yao – Maya Joint, czyli Chinka przeciwko Australijce. Po godzinie 7:00 czasu polskiego zagrają z kolei Chinka Yue Yuan i Koreanka Dayeon Back. Przy takim rozkładzie gier mecz Linette z Astachową powinien zacząć się około godziny 9:00 czasu polskiego. Transmisję pokażą Canal+ Sport oraz serwis Canal+ Online.

To będzie ich pierwszy pojedynek w zawodowej karierze – wcześniej nigdy nie spotkały się na kortach WTA. Dzieli je nie tylko ranking, ale i metryka. Linette ma 34 lata, Astachowa jest od niej młodsza o całą dekadę. W klasyfikacji WTA przepaść jest jeszcze większa – Polka zajmuje 74. miejsce, jej rywalka dopiero 200.

W poniedziałek, 21 września, Maja Chwalińska rozpocznie zmagania w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 Singapore Tennis Open 2026, rozgrywanego na twardych kortach w Singapurze. Po drugiej stronie siatki stanie Słowaczka Rebecca Sramkova.

Polka wchodzi do turnieju z numerem piątym rozstawienia. Sramkova trafiła do stawki inaczej – dzięki dzikiej karcie od organizatorów.

Spotkanie rozegrane zostanie na korcie centralnym jako trzecie w kolejności tego dnia, od godziny 5:00 czasu polskiego. W praktyce oznacza to, że obie zawodniczki powinny wyjść na kort około 9:00 naszego czasu – choć wszystko zależy od tego, jak potoczą się wcześniejsze pojedynki.

Dzień na korcie centralnym otworzy starcie Australijki Darii Kasatkiny z Białorusinką Alaksandrą Sasnowicz, zaplanowane na 5:00. Jako drugie na kort wyjdą Francuzka Kristina Mladenović i Japonka Nao Hibino.

Wcześniej mierzyły się jako juniorki

W głównym cyklu WTA Chwalińska i Sramkova jeszcze nigdy nie zagrały przeciwko sobie. Jedyny ich dotychczasowy pojedynek rozegrano w 2018 roku, w ćwierćfinale turnieju ITF World Tennis Tour w czeskiej miejscowości Stare Splavy. Wygrała wtedy Sramkova, 6:2, 6:3 – Chwalińska grała jeszcze jako juniorka.

Poniedziałkowy mecz w Singapurze pokażą Canal+ Sport 2 oraz serwis Canal+ Online.

Nikolas Sanchez Izquierdo zapisał się w historii szczecińskiego Challengera jako pierwszy Hiszpan, który wygrał ten turniej. W finale Invest in Szczecin Open 2026 zmierzył się z Brazylijczykiem Thiago Monteiro i mimo straty pierwszego seta odwrócił losy meczu. Ostatecznie padł wynik 4:6, 6:3, 7:6 (6).

Zgodnie z turniejową tradycją finał ruszył punktualnie w południe. Żaden z zawodników nie był rozstawiony – Sanchez Izquierdo zajmuje obecnie 233. miejsce w rankingu ATP, czyli o 49 pozycji wyżej niż Monteiro. To był już piąty start Hiszpana w Szczecinie i okazja do zdobycia drugiego w karierze tytułu Challengera. Drogę do finału przeszedł bez straty seta, po kolei odprawiając Daliego Blancha, Daniela Elahiego Galana, Zdenka Kolara i Lukę Mikruta. Po półfinałowym zwycięstwie nad Mikrutem nie krył się z ambicjami. „Mam nadzieję, że będę tym pierwszym Hiszpanem zwycięzcą w historii turnieju” – mówił wtedy Sanchez Izquierdo.

32-letni Monteiro w najlepszym okresie kariery był 61. rakietą świata. Do finału dotarł, eliminując Stefano Travaglię, Witalija Saczkę i Diego Dedurę, a jedyny set w całym turnieju oddał w sobotnim starciu z Marco Trungellitim. Niedzielny pojedynek był pierwszym w karierze starciem obu tenisistów – wcześniej nigdy się nie spotkali.

Trzy godziny walki i tie-break na koniec

Pierwszego seta zgarnął Monteiro, 6:4. Brazylijczyk prowadził kolejno 3:1, 4:2 i 5:3. Hiszpan zdołał odrobić jedno przełamanie, lecz przy stanie 4:5 znów stracił podanie. Monteiro nie zmarnował drugiej piłki setowej i objął prowadzenie w meczu.

W drugiej odsłonie sytuacja się odwróciła. Sanchez Izquierdo od razu odskoczył na 3:0, Monteiro gonił i zbliżył się na 3:5, ale to Hiszpan zamknął seta 6:3 i doprowadził do wyrównania. O tytule zadecydował tie-break w trzecim secie – Sanchez Izquierdo wygrał go przewagą dwóch piłek. Cały finał zajął ponad trzy godziny.

Za triumf w Szczecinie Hiszpan zainkasował 125 punktów do rankingu ATP i 28 400 dolarów amerykańskich, czyli około 107 tysięcy złotych. Dzień wcześniej rozstrzygnęła się rywalizacja deblowa – tam triumfowali Andrew Paulson i Tiago Pereira.

Nike rozmawia z władzami Formuły 1 o roli oficjalnego dostawcy odzieży dla całej serii. Podpisu pod umową jeszcze nie ma, ale strony są bliżej porozumienia niż kiedykolwiek.

Sprawę ujawnił brytyjski City AM, powołując się na wcześniejsze doniesienia portalu gpblog.com o rozmowach Nike z F1. Jedno ze źródeł twierdzi, że do porozumienia już właściwie doszło. Oficjalne ogłoszenie miałoby paść podczas GP Las Vegas w listopadzie.

Co dokładnie miałoby się zmienić? Jeśli doniesienia się potwierdzą, Nike zacznie ubierać pracowników F1 podczas weekendów wyścigowych. Do tego dojdą specjalne kolekcje kibicowskie sygnowane marką. Warto jednak zaznaczyć jedno: to nie byłby powrót do współpracy z konkretnym zespołem czy kierowcą — Nike dostarczałoby odzież samej organizacji F1, nic więcej.

Powrót po ponad dwóch dekadach

Dla Nike oznaczałoby to powrót po ponad 20 latach nieobecności w Formule 1. Marka kojarzona jest starszym kibicom przede wszystkim ze współpracy z Michaelem Schumacherem w latach 1996-2002 — to dla niego projektowano specjalne buty wyścigowe. Tak powstał model Air Zoom Schu.

Sygnały zapowiadające powrót pojawiały się już wcześniej. gpblog.com pisał, że przedstawiciele kierownictwa Nike byli widziani na GP Miami w 2025 roku, a portal zwrócił też uwagę na obecność produktów marki w otoczeniu zespołu Cadillac. Valtteri Bottas i Sergio Perez pojawiali się na zdjęciach w butach Nike, a przedstawiciele Cadillaca mieli podczas weekendu w Miami otrzymać specjalne Nike Dunk Low z oznaczeniami zespołu.

Konkurencja na rynku odzieżowym F1 nie śpi. Puma związana jest z Ferrari, McLaren i Aston Martin i to ona dostarcza oficjalną odzież sygnowaną logo F1. Adidas ubiera Mercedesa i Audi, Castore odpowiada za Red Bull Racing, Alpine i Haasa, a New Era jest partnerem odzieżowym Williamsa. Hugo na razie pozostaje przy Visa Cash App RB, choć ma go zastąpić polska marka 4F, zarządzana przez Igora Klaję. Cadillaca z kolei ubiera Tommy Hilfiger.

Keyonte George dogadał się z Utah Jazz w sprawie pięcioletniego przedłużenia debiutanckiego kontraktu, wartego ponad 157 mln dolarów. 22-letni obrońca, wybrany z numerem 16 draftu w 2023 roku, zostaje w klubie na dłużej – Jazz stawiają na niego jako fundament przebudowy zespołu.

Nowa umowa wejdzie w życie dopiero od sezonu 2027/2028. Jej wartość ma być zbliżona do kontraktów Immanuela Quickleya z Toronto Raptors i Jalena Suggsa z Orlando Magic. To daje dobre wyobrażenie, w jakim gronie wycenia się dziś George’a na rynku.

Miniony sezon obrońca spędził jako niekwestionowany lider pierwszej piątki. Rozegrał 54 spotkania i w każdym z nich wychodził w podstawowym składzie. Liczby mówią same za siebie: 23,6 punktu i 6,1 asysty na mecz, do tego 37,1 proc. skuteczności za trzy punkty oraz aż 89,2 proc. z linii rzutów wolnych.

Kontrakt George’a to czytelny sygnał ze strony klubu, który wciąż szuka siebie po trudnym okresie przebudowy. Utah Jazz zakończyło poprzedni sezon bilansem 22-60 – najgorszym, ex aequo, w całej Konferencji Zachodniej. Za słaby wynik drużyna dostała w zamian drugi numer w drafcie i wybrała nim Darryna Petersona.

George dołącza do elitarnego grona rocznika 2023

Dzięki przedłużeniu umowy George zostaje trzecim zawodnikiem z klasy draftu 2023, który zdecydował się na taki krok. Wcześniej podobne kontrakty podpisali Victor Wembanyama i Amen Thompson. Do tego grona ma wkrótce dołączyć również Ausar Thompson – jak wynika z doniesień, on także zmierza do przedłużenia swojej debiutanckiej umowy.

Dla pozostałych uprawnionych zawodników z tego rocznika czas ucieka. Na podpisanie nowych kontraktów przedłużających mają czas do 19 października.

Gala XTB KSW 121 odbyła się w Libercu. W walce wieczoru Štefan Vojčák zmierzył się z Marcinem Wójcikiem o tymczasowy pas kategorii ciężkiej KSW. Wygrał przez techniczny nokaut w czwartej rundzie – kopnięcie, a potem seria ciosów w parterze przesądziły sprawę – i to on został nowym tymczasowym mistrzem organizacji w tej kategorii.

Na karcie walk nie zabrakło szybkich rozstrzygnięć. Michał Michalski poddał Radosława Paczuskiego duszeniem po zajściu za plecy przeciwnika, jeszcze przed końcem pierwszej rundy. Kacper Formela wygrał z Leo Brichtą większościową decyzją sędziów po pełnych piętnastu minutach walki. Starcie Muslima Tulshaeva z Kacprem Koziorzębskim zakończyło się inaczej – pod koniec pierwszej rundy sędzia uznał je za nierozstrzygnięte, bo Koziorzębski, próbując obrotowego kopnięcia, trafił rywala w krocze i uniemożliwił mu dalszą walkę.

Debiut Zadory nie tak, jak zakładano

Najwięcej emocji przed galą wzbudzał jednak debiut Dominika Zadory, który w Libercu zmierzył się z Samuelem Bilym. Zadora znany jest dotąd z występów w FEN oraz organizacjach freak fightowych, a w przeszłości nosił nawet pas mistrzowski FEN. W KSW jednak, zamiast typowej dla siebie wymiany ciosów, postawił na zapasy i przez wszystkie trzy rundy trzymał pojedynek w parterze. Efekt? Wszyscy trzej sędziowie ocenili walkę identycznie – 30-27 dla Zadory, który wygrał jednogłośnie. Pojedynek otwierał galę i można było go obejrzeć bezpłatnie w transmisji na YouTube.

Samo zwycięstwo nie wystarczyło jednak, by ucieszyć władze organizacji. Dyrektor sportowy KSW Wojsław Rysiewski odniósł się do występu Zadory w rozmowie z Mariuszem Olkiewiczem na kanale InTheCage. Ironii nie szczędził – ochrzcił zawodnika mianem „Dominik Zadoraev”, nawiązując do stylu zapaśniczego typowego dla zawodników ze Wschodu.

„Nie cieszę się. Spodziewałem się, że to będzie walka kickboxerska. Jak będę chciał oglądać grappling, to na ADCC sobie pojadę. Teraz dostanie grapplera po prostu. Tu już ustalone, że Masaev. (…) To było dobre technicznie, to nie wyglądało źle, ale no dalej wolałbym oglądać Dominika w walkach stójkowych” – powiedział Rysiewski.

Rozczarowania taktyką dyrektor sportowy KSW nie krył, choć przyznał, że pod względem technicznym walka stała na dobrym poziomie. Zapowiedział też, kto czeka na Zadorę w kolejnym starciu – Masaev, zawodnik specjalizujący się właśnie w walce w parterze.

Gable Steveson, mistrz olimpijski w zapasach w stylu wolnym z igrzysk w Tokio 2020, przegrał na gali UFC 331 przez nokaut z Seanem Sharafem. Walka trwała zaledwie 12 sekund. Zaraz po ciosie kończącym pojedynek Steveson opuścił klatkę, zanim sędzia zdążył ogłosić decyzję, a Sharaf unieść rękę w geście zwycięstwa. Tę reakcję ostro skrytykował Daniel Cormier, komentator i były mistrz UFC w dwóch kategoriach wagowych.

Przed starciem z Sharafem 26-letni Steveson nie miał na koncie żadnej porażki w organizacji, a w jednej z wcześniejszych walk sam zaliczył nokaut przeciwnika. Trenuje pod okiem Jona Jonesa — nazwisko, które samo w sobie podbijało oczekiwania wobec jego występu. Bukmacherzy nie zostawiali złudzeń: wszedł do klatki jako gigantyczny faworyt z kursem -2500, jednym z najwyższych w historii UFC. Sharaf tymczasem miał w promocji ciężką historię. Zadebiutował w UFC w 2024 roku, przegrywając przez nokaut, a rok później doznał kolejnej porażki tą samą metodą.

Tym większe było zaskoczenie, gdy to Steveson padł na deski — i to w ciągu kilkunastu sekund od gongu. Zamiast zostać w oktagonie do końca formalności, olimpijczyk od razu ruszył w stronę wyjścia. Dla Cormiera, który sam przeżył porażki na szczycie kariery, takie zachowanie było nie do przyjęcia.

„Nie można być wielkim zwycięzcą, a potem niewdzięcznym przegranym”

Stoisz tam i przyjmujesz porażkę za każdym razem, gdy przegrywasz. Pozwalasz temu człowiekowi unieść rękę i stoisz, niezależnie od tego, co czujesz. Jeśli chcesz, płacz, ja płakałem. Przyjmuj porażkę zawsze, gdy sprawy nie idą po twojej myśli. Nie można być wielkim zwycięzcą, a potem niewdzięcznym przegranym. Myślę, że to było niedobre ze strony Stevesona.

Cormier mówił to w kontekście całej gali UFC 331, która sama w sobie obfitowała w niespodzianki. Ilia Topuria przegrał z Justinem Gaethje podczas gali UFC w Białym Domu. Khamzat Chimaev sensacyjnie uległ Seanowi Stricklandowi, a Merab Dvalishvili nie zdołał odzyskać przewagi w rewanżu z Petrem Yanem. Zaledwie trzy tygodnie wcześniej Umar Nurmagomedov znokautował Song Yadonga — kolejny dowód na to, jak nieprzewidywalna była ta seria wydarzeń w oktagonie.

Instalacja aplikacji
Pobierz