Czy Mariusz Pudzianowski, były mistrz świata strongmanów, jeszcze kiedyś wejdzie do klatki czesko-słowackiej organizacji Oktagon MMA? Sam zawodnik, od niedawna wolny po rozstaniu z KSW, nie mówi „nie”.
Pudzianowski udostępnił artykuł opisujący pomysł sprowadzenia go do Oktagonu i dorzucił do niego własny komentarz. Jedno zaznaczył wyraźnie: o sportowej emeryturze nie ma mowy. Trenuje regularnie, a mata i sala pozostają stałym punktem jego dnia. Konkretnego terminu powrotu nie podał. Nie zdradził też, w barwach jakiej organizacji miałby ponownie zawalczyć.
Novotný zdradza marzenie
Temat sprowadzenia Polaka do Oktagonu podjął Ondrej Novotný, współzałożyciel organizacji. Przyznał bez owijania w bawełnę, że ściągnięcie Pudzianowskiego to jedno z jego dawnych marzeń. Nie skończyło się na ogólnikach — Novotný wskazał konkretnego rywala, z którym chciałby zestawić Polaka: Karlosa Vémolę.
Vémola to były zawodnik UFC, przez lata jedna z twarzy Oktagonu. Jak twierdzi Novotný, sam Czech od dawna chciałby się zmierzyć z Pudzianowskim. Zestawienie dwóch rozpoznawalnych nazwisk — polskiego siłacza i czeskiej gwiazdy MMA — brzmi jak gotowy scenariusz na galę. Na razie jednak to wciąż tylko deklaracje.
Żadna ze stron nie potwierdziła, że rozmowy wyszły poza etap pomysłu. Pudzianowski plotkom nie zaprzeczył, a jednocześnie nie zdradził żadnych szczegółów — i to właśnie podgrzało atmosferę wokół całej sprawy.
Kto zajmie ostatnie cztery miejsca w fazie pucharowej Hokejowej Ligi Mistrzów? Odpowiedzi nie będzie wcześniej niż za tydzień. Po środowych meczach do 1/8 finału awansowało osiem drużyn, a w tabeli zostały już tylko cztery wolne fotele. Jedno z nich może trafić do GKS-u Tychy, który w ostatniej kolejce sezonu zasadniczego zmierzy się w hali Boguszowickiej z mistrzem Finlandii, Tapparą Tampere.
Najwięcej emocji w środę dało Bordeaux. Boxers prowadzili do 38. minuty 2:0 i wciąż mieli przewagę 2:1 jeszcze w 48. minucie starcia z Dynamem Pardubice. Trzecia tercja należała jednak całkowicie do Czechów. Dynamo odwróciło losy meczu i wygrało 5:2, pieczętując awans do 1/8 finału. Po golu i asyście zanotowali Miloš Kelemen, Lukáš Sedlák i Vladimír Sobotka, a kolejne trafienia dopisali Jáchym Kondelík i David Tomášek. Sędziowie dwukrotnie sprawdzali gole Pardubic na wideo i w obu przypadkach decyzja wypadła na korzyść czeskiej ekipy. Dynamo zajmuje teraz w tabeli sezonu zasadniczego 3. miejsce z 12 punktami po 5 meczach, a pogromieni Boxers są 19. z czterema punktami.
W Kolonii frekwencja nie zawiodła, nawet gdy w grze było już tylko formalności. 14 277 kibiców w LANXESS Arenie oglądało, jak Kölner Haie rozbijają Herning Blue Fox 3:0, choć gospodarze mieli awans zapewniony jeszcze przed wyjściem na lód. Koloński zespół to po pięciu kolejkach jedna z dwóch drużyn z kompletem zwycięstw i zajmuje 2. miejsce w tabeli z 14 punktami. Dwa gole zapisał na swoim koncie Duńczyk Patrick Russell, trzeciego dodał Maximilian Kammerer, a bramkarz Nico Wiens zachował czyste konto, broniąc 26 strzałów. Russell ma już łącznie siedem bramek i zrównał się na czele klasyfikacji strzelców ligi z Marcelem Noebelsem — mimo że sam Noebels w tym meczu nie trafił do siatki, choć na początku spotkania wykonywał rzut karny. Dla Herning to wciąż tylko jeden punkt na koncie, a dziś duński zespół został wyprzedzony w tabeli przez GKS Tychy.
Tappara przegrywa w dogrywce, decyzja padnie w Tychach
W Tampere mistrz Finlandii uległ po dogrywce 1:2 norweskiemu mistrzowi, Storhamar Hockey Hamar. O zwycięstwie gości zdecydował Sander Hurrød, trafiając już w 33. sekundzie dogrywki. Wcześniej gola dla Storhamar strzelił Sverre Rønningen, który chwilę później sprowokował rzut karny — wykorzystany jednak przez Tapparę. Trzecia tercja przyniosła jeszcze jeden zwrot akcji: sztab Storhamar sięgnął po challenge, by anulować gola, który mógł dać Finom komplet punktów. Bramkarz gości Theo de Vries obronił 26 z 27 strzałów rywali. Mimo wygranej Norwegowie wciąż zajmują w tabeli 17. miejsce — pierwsze z tych, które nie dają jeszcze promocji do fazy pucharowej. Tappara jest 14., bez gwarancji gry w 1/8 finału. O wszystkim zdecyduje więc wtorkowy, kończący sezon zasadniczy mecz w Tychach z GKS-em.
Niemieckie kluby mogą już spać spokojnie. Eisbären Berlin wygrał na wyjeździe 4:3 z Red Bullem Salzburg, co oznacza, że wszyscy trzej przedstawiciele Niemiec — Adler Mannheim, Kölner Haie i Eisbären Berlin — zagrają w fazie pucharowej. Berlińczycy prowadzili po pierwszej tercji 3:0, a w pierwszej minucie drugiej podwyższyli na 4:0. Salzburg odrobił trzy gole strat, choć jedno trafienie Austriaków sędziowie anulowali po analizie wideo. Dla Eisbären bramkę i dwie asysty zaliczył Brytyjczyk Liam Kirk, gola i asystę dopisał Korbinian Geibel, a zwycięskie trafienie padło po strzale Jean-Luca Foudy’ego. Gola zdobył również Gabriel Fontaine. To ważny rewanż dla klubu, który przed rokiem niespodziewanie nie awansował do fazy pucharowej. Tym razem Eisbären zaczął rozgrywki od dwóch porażek, ale teraz wygrał trzy mecze z rzędu i zajmuje 11. miejsce z 9 punktami. Dla Red Bulla Salzburg porażka oznacza utratę szans na 1/8 finału, a w kolejnej fazie nie zagra już żaden austriacki klub — bez szans są również Graz 99ers i KAC Klagenfurt.
Oprócz zespołów, które przypieczętowały awans na lodzie — Adler Mannheim, Dynamo Pardubice i Eisbären Berlin — do grona szczęśliwców dołączyły dziś wolne od gry Fribourg-Gottéron, Servette Genewa, Frölunda Göteborg, Rögle Ängelholm i Växjö Lakers. To daje już 12 drużyn z pewnym miejscem w fazie pucharowej. O pozostałe cztery pozycje zadecyduje przyszłotygodniowa, ostatnia kolejka sezonu zasadniczego. GKS Tychy wciąż zajmuje w tabeli 22. miejsce z jednym punktem po pięciu meczach, a na czele tabeli niezmiennie plasuje się HC Pilzno z 15 punktami po pięciu starciach.
Co trzeba powiedzieć o kraju, żeby jego kibice zaczęli żartować o nadaniu ci obywatelstwa? W przypadku Roberto Soldića wystarczyło kilka szczerych słów rzuconych w rozmowie z Arielem Helwanim, tuż po debiucie w UFC.
Chorwat zadebiutował w organizacji na gali UFC 332, pokonując jednogłośną decyzją sędziów Khaosa Williamsa. Łatwo nie było – Williams miał swój moment w pierwszej rundzie i przez chwilę wyglądało na to, że może namieszać. Soldić jednak doszedł do głosu, przejął kontrolę nad walką i zapisał na koncie pierwszą wygraną w największej organizacji MMA na świecie.
Droga do UFC wiodła przez Polskę. Zanim 31-letni Chorwat podpisał kontrakt z amerykańskim gigantem, budował swoją markę właśnie u nas – w KSW, gdzie sięgnął po pas mistrzowski. Stoczył też jedną walkę w FAME MMA, na gali FAME 27, gdzie znokautował Tomasza Adamka. I właśnie po tamtym starciu wylądował kontrakt z UFC.
„To jest mój drugi dom”
Gdy Ariel Helwani zapytał go o relację z Polską, Soldić nie bawił się w dyplomatyczne formułki. „To jest mój drugi dom” – powiedział bez wahania. Dodał, że polskiego rozdziału jeszcze nie zamknął, bo spędził w tym kraju sześć lat.
„Polscy kibice zawsze dawali mi ogromne wsparcie”
Chorwat przyznał też, że rozumie język polski, i gdyby znał go trochę lepiej, rozważałby zamieszkanie w Polsce na stałe. Opisał nasz kraj jako miejsce bezpieczne, czyste i – jak sam to ujął – warte zobaczenia na własne oczy.
Na kolejną walkę w UFC kibice jeszcze poczekają. Terminu wciąż nie znamy, a scenariusz powrotu Soldića do klatki jeszcze w 2026 roku uważany jest za mało prawdopodobny – bardziej realne wydaje się 2027. Do tego czasu polscy fani będą mieli co najmniej tyle czasu, by w pełni nacieszyć się słowami, jakie Chorwat skierował w ich stronę.
Kto wciąż czeka na pierwszy triumf w PGE Basket Lidze Kobiet po 3. kolejce? Odpowiedź nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Nowy sponsor tytularny nie wystarczył, by Wisła Kraków przełamała złą serię, za to kilka zespołów, które jeszcze tydzień temu nie miały na koncie ani punktu, w końcu się przełamało.
Największą niespodzianką kolejki było zwycięstwo MB Zagłębia Sosnowiec, które we własnej hali pokonało 1KS Ślęzę Wrocław. Gospodynie przegrywały przez 25 minut, w pewnym momencie nawet 13 punktami. Ostatecznie wygrały 76:72. Bohaterką meczu była Aleksandra Zięmborska – 21 punktów, w tym cztery trafione „trójki”. To było pierwsze zwycięstwo Sosnowiczanek w tym sezonie.
Wisła pod nową nazwą, stary problem
We wtorek klub z Krakowa ogłosił nowego sponsora tytularnego i od tej pory występuje jako PGE Wisła. Nowa nazwa nowych wyników jednak nie przyniosła – zespół przegrał z KSSSE Enea AJP Gorzów Wielkopolski 57:77. Gorzowianki w ten sposób odkuły się po sensacyjnej porażce na inaugurację sezonu z Widzewem Łódź. Łodzianki tymczasem radzą sobie coraz lepiej. W środę pokonały Lotto MKS Pruszków 99:63, notując drugi triumf w sezonie.
Problemy z celnością ma z kolei Arteria Bydgoszcz. W poprzednim meczu zespół trafił tylko 8 rzutów z gry, w starciu z Enea AZS Politechniką Poznań poszło nieco lepiej – 12 trafień, co i tak nie wystarczyło. Wicemistrzynie Polski z Poznania wygrały 67:37.
Najwyższą różnicą punktów w tej kolejce zakończył się mecz w Bochni. Contimax MOSiR Bochnia rozbił Isands JTEC Wichoś Jelenia Góra 111:69 – różnica 42 punktów mówi sama za siebie. To trzecie zwycięstwo w trzech meczach. Bochnia pozostaje jedynym niepokonanym zespołem ligi.
Swoją passę przerwała natomiast Energa Toruń. Lotto AZS UMCS Lublin pokonał toruńską ekipę we własnej hali 69:54, zadając jej pierwszą porażkę w sezonie. Lublinianki zagrały już bez Brooque Williams, której krótkoterminowy kontrakt się zakończył. Za to zadebiutowała u nich Shyanne Sellers.
Po trzech seriach gier na czele tabeli znajduje się Contimax MOSiR Bochnia z bilansem 3 zwycięstw i 0 porażek, co daje 6 punktów. Na przeciwległym biegunie wciąż tkwi PGE Wisła Kraków – jedenaste miejsce i brak jakiegokolwiek zwycięstwa po trzech meczach.
Przegrywali w trzeciej kwarcie dziesięcioma punktami. Jak King Szczecin zdołał mimo to wygrać mecz otwarcia FIBA Europe Cup? Odpowiedź tkwi w jednej akcji, która odwróciła cały przebieg spotkania.
Szczecinianie pokonali we własnej hali słowacką Nitrę Blue Wings 88:81. W zespole prowadzonym przez Macieja Majcherka emocje nie opadały do samego końca, a wynik po kwartach – 23:25, 18:18, 21:13, 26:25 – mówi sam za siebie: King musiał gonić wynik przez większą część meczu.
Punktem zwrotnym okazało się niewykorzystane sam na sam z koszem przez Noah Reynoldsa. Zamiast załamać Amerykanina, pudło zadziałało wręcz odwrotnie – chwilę później trafił dwie trójki z rzędu, a King odjechał rywalom na przewagę sięgającą 20 punktów.
Ta przewaga nie przetrwała jednak bez turbulencji. Gdy szczecinianie trochę się rozluźnili, zaczęły się proste błędy, a Nitra zbliżyła się na dystans pięciu punktów. O losach końcówki zadecydowały detale – otwarta trójka Lubomira Urbana, która mogła jeszcze bardziej skomplikować sytuację Kinga, nie wpadła do kosza. Po drugiej stronie parkietu pieczęć na zwycięstwie postawił Ondrej Sehnal.
Reynolds z kompletem statystyk, sześciu graczy w dwucyfrówce
Noah Reynolds był najskuteczniejszym zawodnikiem Kinga – 16 punktów na koncie. Trafił 4 z 5 rzutów za trzy punkty, do tego dopisał pięć asyst, trzy zbiórki i trzy przechwyty. To on był jednym z sześciu zawodników szczecińskiej ekipy, którzy zdobyli dwucyfrową liczbę punktów. Oprócz niego punkty dla Kinga zdobyli Zahir Porter (15), Ondrej Sehnal (12), Mikołaj Witliński (12), Tomasz Gielo (11) i Przemysław Żołnierewicz (10), a także Alexandre Chassang (6), Mateusz Kostrzewski (6) i Antoni Majcherek (0).
Po stronie gości najjaśniejszym punktem był Dale Bonner – 16 punktów, cztery asysty, trzy zbiórki i aż dziewięć przechwytów. Bonner ostatni sezon spędził w MKS-ie Dąbrowa Górnicza, więc mierzył się z Kingiem na dobrze znanym sobie, polskim gruncie rywalizacji.
King Szczecin zagra kolejny mecz FIBA Europe Cup w środę 13 października, na wyjeździe z austriackim BC Hallmann Wiedeń. We wtorek, w tej samej fazie rozgrywek, zwycięstwa odnieśli także inni przedstawiciele PGE Basket Ligi – Dziki Warszawa i Zastal Zielona Góra.
Co właściwie skłoniło Diego Lopesa do awansu o całą kategorię wagową, choć wciąż jest numerem dwa w rankingu piórkowej? Sam Brazylijczyk tłumaczy to bez owijania w bawełnę: potrzebował nowego wyzwania i znalazł je w osobie Charlesa Oliveiry.
Lopes (28-8) swoją następną walkę stoczy w wadze lekkiej, czyli kategorię wyżej niż dotychczas. Rywalem będzie Charles Oliveira, trzeci zawodnik rankingu wagi lekkiej i posiadacz pasa BMF. I właśnie o ten tytuł obaj zawodnicy powalczą.
Dla Lopesa to kolejna szansa na przełamanie passy po dwóch nieudanych podejściach do mistrzowskiego pasa piórkowej. Brazylijczyk jest byłym pretendentem do tego tytułu, a obie okazje do jego zdobycia przegrał z Alexandrem Volkanovskim. Pierwsze starcie, w kwietniu 2025 roku, zakończyło się jednogłośną decyzją sędziów na korzyść Australijczyka. Rewanż w styczniu 2026 roku wypadł jeszcze gorzej — Lopes nie miał w nim większych szans. W całej karierze w UFC Brazylijczyk przegrywał wyłącznie z Volkanovskim oraz Movsarem Evloevem — to właśnie ten drugi pokonał go w jego debiucie w organizacji. Evloev na swoją szansę na pas musi jeszcze poczekać — dostanie ją na UFC 333 pod koniec października 2026 roku.
„Charles jest dla mnie idealnym rywalem”
Lopes nie kryje, że wybór Oliveiry nie jest przypadkowy. „Chcę widowiskowych walk, które wyniosą mnie na nowy poziom, a Charles jest dla mnie idealnym rywalem. To dla mnie idealna walka. Jeśli dostaję propozycje, chcę walczyć z najsilniejszym, z tym, z którym jest najtrudniej” — powiedział Brazylijczyk.
„Zawsze bardzo szanowałem Charlesa. Spotykaliśmy się, robiliśmy sobie zdjęcia i bywaliśmy razem na kilku wydarzeniach. Szanujemy się, ale praca to praca. Kiedy klatka się zamknie, jestem pewien, że on spróbuje urwać mi głowę, a ja postaram się zrobić to samo. Przyjaźń zostaje poza klatką”.
W rozmowie z Arielem Helwanim Lopes zdradził też, że walka z Oliveirą ma być dla niego testem przyszłości. „Chcę poczuć swoją moc, siłę i funkcjonalną gotowość w wadze lekkiej. Po tej walce zobaczę, czy mogę w niej zostać, czy wrócę do piórkowej” — stwierdził. Dodał też, że nawet gdyby zdecydował się zostać w lekkiej na dobre, zawsze może wrócić do zbijania wagi, jeśli UFC będzie tego potrzebowało.
Starcie Lopes–Oliveira o pas BMF będzie wydarzeniem wieczoru ostatniej numerowanej gali UFC w 2026 roku. UFC 335 odbędzie się 12 grudnia 2026 roku w Las Vegas. W co-main evencie zobaczymy pojedynek wagi ciężkiej między Sergeiem Pavlovichem i Alexem Pereirą.
Co właściwie zmienia Francisco Roig w grze Igi Świątek? Po kolejnym zwycięstwie w Pekinie Polka sama zdradziła, o co chodzi.
W środę 7 października Świątek pokonała Amerykankę Ivę Jović 6:1, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału turnieju China Open. To impreza rangi WTA 1000, a w najlepszej ósemce Polkę czeka teraz starcie z Belgijką Elise Mertens.
Po meczu sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i była liderka rankingu WTA opowiedziała na konferencji prasowej, nad czym pracuje ze swoim nowym trenerem. 25-letnia zawodniczka wyjaśniła wprost, czego od niej wymaga Roig.
„Chce, żebym była bardziej płynna na korcie, aby mój ruch nie był wrośnięty w ziemię, lecz przypominał taniec” – przyznała Świątek, cytowana przez sports.yahoo.com.
Treningi skupiają się głównie na tym, jak lepiej poruszać się po twardej nawierzchni – szkoleniowiec szczególnie zależy mu na naturalnej lekkości jej kroków. Dla Polki to jednak nie jest kwestia samej estetyki. Efekty tej pracy, jak sama podkreśla, mają przełożyć się na coś znacznie bardziej wymierne.
„Ta płynność da mi ostatecznie więcej mocy. Właśnie nad tym pracujemy i myślę, że idzie świetnie. Jest też wiele innych detali, ale to stanowi naszą bazę” – podsumowała Świątek.
Kim jest Francisco Roig?
Hiszpan jest przede wszystkim znany z wieloletniej współpracy z Rafaelem Nadalem. Do sztabu Świątek trafił w kwietniu 2026 roku, zajmując miejsce Belga Wima Fissette’a. Na swoim koncie ma też pracę z Matteo Berrettinim i Emmą Raducanu.
Kto zasłużył na miejsce w szóstce najlepszych zawodników 7. kolejki TAURON Hokej Ligi? Dziennikarze portalu HOKEJ.NET wybrali sześciu graczy, którzy swoją grą przesądzili o wyniku meczów. W składzie znaleźli się Connor LaCouvée z GKS Katowice, Joel Olkkonen z ECZD Zagłębia Sosnowiec, Aleksandr Szkrabow z Comarch Cracovii, Miro Ruokonen z GKS Katowice, Jimi Rönkkönen z Unii Oświęcim i Szymon Kiełbicki z GKS Tychy.
Największe wrażenie zrobił Connor LaCouvée. Kanadyjski bramkarz obronił 28 uderzeń rywali, gdy GKS Katowice rozbił na wyjeździe KH Energę Toruń 7:0. To właśnie on przypieczętował to zwycięstwo pierwszym czystym kontem na polskich taflach w karierze – a ma już 32 lata.
Skrzydłowy Miro Ruokonen dołożył do tego triumfu dwie bramki i tym samym zapewnił sobie miejsce w szóstce kolejki. Katowiczanie nie dali rywalom z Torunia żadnych szans – wynik mówi sam za siebie.
Na południu kraju Zagłębie Sosnowiec, prowadzone przez Matiasa Lehtonena, wygrało na wyjeździe z JKH GKS-em Jastrzębie 4:2. Joel Olkkonen zaliczył w tym meczu dwie asysty przy golach Villego Heikkinena i zakończył spotkanie ze statystyką +2 w klasyfikacji plus/minus.
Cracovia odwraca losy meczu, Oświęcim demoluje Podhale
Comarch Cracovia musiała się solidnie natrudzić. Krakowianie najpierw stracili dwubramkową przewagę nad STS Sanok-Sokół, zanim ostatecznie wygrali 3:2. Aleksandr Szkrabow idealnie dograł do Damiana Kapicy, a ten trafił do siatki w swoim jubileuszowym, 700. meczu na ekstraligowych taflach.
Unia Oświęcim nie dała żadnych szans Podhalu Nowy Targ, rozbijając je na własnym lodzie 8:0. Biało-niebiescy jako pierwsza ekipa w tym sezonie nie stracili z „Szarotkami” ani jednej bramki. Jimi Rönkkönen zapisał na swoim koncie gola i trzy kluczowe asysty.
Ostatnim nazwiskiem w szóstce jest Szymon Kiełbicki. 23-letni napastnik GKS Tychy zdobył zwycięską bramkę, gdy mistrzowie Polski pokonali w delegacji Polonię Bytom 2:1. Dla bytomian było to pierwsze domowe potknięcie w tym sezonie.
O której godzinie ruszą walki na KSW 122 i kto wyjdzie do klatki w starciu wieczoru? To pytanie zadaje sobie teraz każdy fan MMA, który czeka na sobotni wieczór w Rzeszowie. Gala XTB KSW 122 odbędzie się w Hali Podpromie — datę warto już teraz zapisać w kalendarzu: 10 października 2026 roku.
Walką wieczoru będzie starcie o pas mistrzowski w kategorii koguciej między Vitalii Yakymenko a Marcello Morellim. Yakymenko wchodzi do klatki z rekordem 11-2, Morelli może pochwalić się bilansem 8-4. Ukrainiec zdobył tytuł kilka miesięcy wcześniej, pokonując Sebastiana Przybysza i odbierając mu pas — werdykt sędziów był wówczas niejednogłośny. Morelli z kolei rok wcześniej sam przegrał walkę o ten sam pas z Przybyszem. Od tamtej porażki jednak nie przegrał — pokonał po kolei Patryka Surdyna i Werllesona Martinsa.
Drugim najważniejszym pojedynkiem wieczoru będzie co-main event między Andrzejem Grzebykiem a Laïdem Zerhounim. Grzebyk legitymuje się rekordem 22-9, Zerhouni — 15-10 z jedną walką uznaną za nieodbytą. Dla Polaka to okazja na powrót na dobre tory, bo przed tą walką przegrał trzy ostatnie pojedynki. Zerhouni jest z kolei byłym pretendentem do pasa KSW — mimo kryzysowej formy rywala stawką będzie więc coś więcej niż tylko wynik w statystykach.
Pełna karta walk
Na karcie głównej w wadze lekkiej zobaczymy starcie Mateusza Makarowskiego (14-7-1) z Adamem Soldaevem (10-3). Soldaev niedawno walczył o tymczasowy pas wagi piórkowej, teraz szuka drogi powrotnej do rywalizacji o tytuły. Były mistrz Marian Ziółkowski, z rekordem 26-11-1 i jedną walką nieodbytą, zmierzy się z Wilsonem Varelą (13-8). W kolejnym pojedynku karty głównej Welisson Paiva (12-5-1, 1 N/C) stanie przed Igorem Włodarczykiem, który notuje czysty rekord 3-0.
W wadze ciężkiej doświadczenie zmierzy się z młodością — Szymon Bajor (26-13) kontra niepokonany Kacper Paczóski (4-0). Kartę główną zamknie walka Sergiusza Zająca (9-2) z Salimem El Ouassaidim (12-4, 1 N/C).
Na karcie wstępnej zobaczymy dwa starcia: Andrzej Karkula (6-1) zmierzy się z Kamilem Korzeniowskim (6-6-1), a Kristians Boguzs (4-0) stanie w klatce z Kacprem Cholewą (3-1).
Transmisja i godziny startu
Galę KSW 122 obejrzymy na żywo w serwisie Canal+Online. Dostęp do transmisji kosztuje od 49 zł. Widzowie mogą wybrać pakiet CANAL+ ULTRA za 79 zł miesięcznie albo tańszą opcję, dostępną wyłącznie z pakietem Seriale i Filmy za 49 zł. Jest i wariant dla tych, którzy nie chcą płacić — studio, dwie pierwsze walki i otwarcie gali pójdą bezpłatnie na kanale KSW na YouTube.
Harmonogram sobotniego wieczoru jest już znany. Studio przedgalowe startuje o 18:30, pierwsze walki w klatce — o 19:00.
Gdzie trafił warty ponad milion funtów historyczny bolid Williamsa, który zniknął z brytyjskiego warsztatu? Odpowiedzi na to pytanie zespół z Grove chce szukać teraz przed sądem.
Williams skierował do brytyjskiego Sądu Najwyższego pozew przeciwko właścicielowi warsztatu samochodowego w związku ze zniknięciem historycznego bolidu Formuły 1. Mowa o egzemplarzu modelu FW23 z 2001 roku – aucie, którym ścigali się Juan Pablo Montoya i Ralf Schumacher. FW23 był pierwszym bolidem Williamsa zbudowanym w ramach partnerstwa zespołu z BMW na początku XXI wieku. Cały model wyprodukowano w dziewięciu egzemplarzach.
Historia zaczyna się w 2015 roku. Zespół wypożyczył wtedy bolid firmie Autotech Performance Ltd, aby służył jako eksponat w jej warsztacie. Sześć lat później, w 2021 roku, Williams zwrócił się o oddanie samochodu do swojej kolekcji historycznej – i nie dostał żadnej odpowiedzi. Wkrótce potem Autotech Performance Ltd trafiła w stan likwidacji, a jak wynika z danych rejestrowych Companies House, firmę wykreślono z rejestru 22 listopada 2023 roku.
Pozew nie trafił jednak w nieistniejącą już spółkę, a w konkretną osobę. Williams pozywa Petera Thorpe’a, jedynego pozostałego dyrektora i udziałowca Autotech Performance Ltd. Zespół chce odzyskać pojazd albo otrzymać ponad milion funtów odszkodowania.
Sporna własność i problemy z pamięcią
Według Williamsa, Thorpe zabrał bolid z warsztatu, gdy powiedział likwidatorom, że to jego prywatna własność, a nie auto wypożyczone od zespołu na podstawie umowy z 2015 roku. Zespół twierdzi, że pozwany wywiózł wówczas pojazd i przejął nad nim „władzę i kontrolę” – i że robi to do dziś. Williams domaga się nakazu zwrotu auta wraz z opłatami za jego użytkowanie, a jeśli do zwrotu nie dojdzie – wypłaty kwoty przekraczającej milion funtów.
Thorpe twierdzi co innego: nie wie, gdzie samochód jest teraz. Tłumaczy to udarem mózgu, który przeszedł w październiku 2018 roku, i wynikającymi z niego problemami z pamięcią. Strona powodowa podaje, że miał on powiedzieć rzeczoznawcy wyceniającemu majątek w trakcie likwidacji, że bolid należy do niego – sam Thorpe temu zaprzecza.
Jego prawnicy przedstawiają inną wersję. Według nich bolid po raz ostatni widziano na terenie obiektu 8 sierpnia 2021 roku, gdy Thorpe przyjechał tam w związku z wyceną majątku prowadzoną przez likwidatorów. Po tym dniu nie wracał już na miejsce – i nie ma pewności, czy auto stało tam jeszcze w grudniu 2021 roku, bo „kwestia ta wykracza poza jego wiedzę”.
Sprawa trafiła już do londyńskiego sądu, ale na pełną rozprawę wciąż czeka. Los jednego z dziewięciu egzemplarzy FW23 na razie pozostaje niewiadomą.