Kto zdejmie pas BMF z bioder Charlesa Oliveiry? I czy to naprawdę będzie Diego Lopes? Takie pytanie krąży ostatnio wśród kibiców przed grudniową galą UFC 335, a jeden z byłych mistrzów organizacji już zdradził, na kogo stawia.
Gala amerykańskiego giganta odbędzie się 12 grudnia w Las Vegas. Walką wieczoru będzie pojedynek w kategorii lekkiej między Charlesem Oliveirą (37-11) i Diego Lopesem (28-8) — a stawką starcia będzie właśnie pas BMF. Współgłównym punktem karty wieczoru ma być zderzenie wagi ciężkiej Alexa Pereiry z Sergeiem Pavlovichem.
Diego Lopes w tym starciu nie broni swojego terytorium. Brazylijczyk przechodzi z kategorii piórkowej do lekkiej właśnie po to, by sięgnąć po BMF. W rankingu „kogucików” zajmuje drugie miejsce, Oliveira figuruje na trzeciej pozycji listy wagi lekkiej.
Forma obu zawodników
Oliveira broni pasa, który zdobył w ostatniej walce, odbierając go Maxowi Hollowayowi jednogłośną decyzją sędziów. Wcześniej udusił Mateusza Gamrota, i to już w drugiej rundzie. Lopes wchodzi w to starcie po nokaucie Steve’a Garcii — choć wcześniej dwukrotnie przegrał walkę o mistrzostwo piórkowej z Alexanderem Volkanovskim.
Właśnie ta forma skłoniła Roberta Whittakera, byłego mistrza UFC w kategorii średniej, do postawienia na Lopesa. Opinię wyłożył w MMArcade Podcast.
„Bardzo podoba mi się ta walka, zwłaszcza z udziałem Diego Lopesa. Myślę, że on wygra. Uwielbiam Charlesa Oliveirę, jak wszyscy, jasne? Ale nie sądzę, żeby Charles miał w parterze taką przewagę, jaką miał zawsze. Jeśli chodzi o wytrzymałość, odwagę i umiejętność pokonywania rywali, to Lopes jest zdecydowanym faworytem”.
Whittaker nie jest jedynym, kto patrzy na ostatnią walkę Oliveiry z pewnym dystansem. Po zwycięstwie nad Hollowayem Brazylijczyk był krytykowany za to, że cały pojedynek toczył się w parterze — mimo że pas BMF z definicji powinien premiować wojnę toczoną w stójce. Ten właśnie wątek wraca teraz w ustach byłego mistrza średniej wagi, który wprost mówi o słabnącej przewadze Oliveiry na macie.
Dziewięć minut na parkiecie. Dziesięć punktów. Tyle Jeremy Sochan potrzebował, żeby od razu przypodobać się nowym kibicom w Portland – w nocy ze środy na czwartek czasu polskiego polski skrzydłowy zaliczył udany debiut w barwach Trail Blazers.
23-letni zawodnik, który związał się z Portland niegwarantowanym kontraktem, wszedł na parkiet pod koniec trzeciej kwarty sparingu z Golden State Warriors. Z gry trafił 4 z 6, a za trzy punkty było jeszcze lepiej – 2 z 2. Jak na próbny występ, skuteczność ciężko przecenić.
Trail Blazers wygrali to spotkanie 123:118. Wynik po kwartach: 36:31, 21:19, 29:36, 37:32. Po stronie Warriors na parkiecie nie zobaczyliśmy ani Stephena Curry’ego, ani Draymonda Greena – trener Steve Kerr postawił tego wieczoru na dalekie rezerwy swojej kadry.
Debiut Moranta w cieniu formy Avdiji
Sochan nie był jedyną twarzą wieczoru w Portland. Tego samego dnia w barwach Trail Blazers zadebiutował również Ja Morant – 19 minut na parkiecie, osiem punktów przy 3 z 8 z gry, do tego pięć asyst i cztery straty. Najlepszym strzelcem meczu po stronie gospodarzy okazał się jednak Deni Avdija z 23 punktami. Damian Lillard dopisał do tego 15 oczek, a Jabari Potter zanotował 13 punktów. Po stronie przyjezdnych najskuteczniejsi byli Kelly (24 punkty), Terry (23) oraz Williams (17).
Na kolejną okazję do oceny formy Sochana i jego nowej ekipy kibice nie będą musieli długo czekać. Trail Blazers zagrają następny mecz kontrolny przed sezonem 2026/2027 w Londynie, mierząc się z London Lions 12 października. Początek zaplanowano na godzinę 22:00 czasu polskiego.
Ile trzeba zapłacić za jednego z najbardziej obiecujących 16-latków w Europie? Odpowiedź może zdziwić – mowa o kwocie liczonej w setkach tysięcy, nie w milionach euro. Chodzi o JJ Gabriela, zawodnika Manchesteru United. O jego transfer zabiegają już FC Barcelona, Real Madryt, Bayern Monachium i Paris Saint-Germain.
Gabriel niedawno skończył 16 lat, a już teraz może podpisać profesjonalny kontrakt. I to właśnie wiek zawodnika wyjaśnia tak niską wycenę. Według „The Times” Manchester United otrzymałby za niego jedynie rekompensatę za wyszkolenie – od 200 do 300 tys. funtów. To około 230–345 tys. euro. W świecie transferów wielkich klubów to drobne.
Mimo symbolicznej ceny, wokół nastolatka toczy się twarda negocjacyjna gra. Agentem piłkarza jest Ali Barat, który prowadzi rozmowy z zainteresowanymi klubami. Same oczekiwania Gabriela są już na poziomie seniorskich gwiazd – ma liczyć na co najmniej milion euro netto za sezon oraz długoterminowy kontrakt. Nastolatek chce też mieć gwarancję, że znajdzie się w orbicie pierwszego zespołu swojego przyszłego klubu.
Bayern naciska, Hiszpanie mieli przewagę
Najbardziej aktywny w tej sprawie wydaje się Bayern Monachium. Według „The Times” klub z Bawarii rozpoczął już rozmowy z otoczeniem Gabriela. Nie bez znaczenia jest tu głos szatni – trener Vincent Kompany ma być dużym zwolennikiem sprowadzenia młodego Anglika. Bayern stawia na konkretny argument: projekt sportowy i obietnicę szybkiego wejścia do pierwszego zespołu. Tym właśnie próbuje przekonać rodzinę piłkarza.
Jeszcze niedawno karty rozdawali jednak Hiszpanie. Według „Sport Bild” Gabriel i jego otoczenie wcześniej preferowali przeprowadzkę do Hiszpanii, co stawiało Barcelonę i Real Madryt w korzystnej sytuacji. Decyzji jednak wciąż nie ma. Jak podaje Sky Sports, rodzina zawodnika nie podjęła ostatecznego wyboru klubu.
Jedno wydaje się pewne – Gabriel ma być zdecydowany na odejście z Manchesteru United, choć nowego adresu wciąż nie wybrał. United nie zamierza jednak oddać go bez walki. Klub nie planuje ułatwiać odejścia i może spróbować przekonać nastolatka do pozostania.
Kto ma więcej do udowodnienia: pretendent, który przegrał cztery z ostatnich pięciu starć, czy ten, który po klęsce zmienił kategorię wagową i na rok zniknął z klatki? Na gali XTB KSW 123 odpowiedzi szukać będą Tomasz Romanowski i Igor Michaliszyn.
Starcie ogłoszono w programie „Bez Gardy” na antenie CANAL+. Obaj zawodnicy to byli pretendenci do pasa mistrzowskiego KSW – na papierze więc to pojedynek o powrót do walki o tytuł, nie zwykła karta wypełniająca wieczór.
Romanowski ostatnio nie miał łatwo. Z pięciu ostatnich walk wygrał tylko jedną, a jego zawodowy rekord to 19 zwycięstw i 12 porażek. Tę jedyną wygraną zaliczył pod koniec 2025 roku, pokonując Alaina Van De Merckta jednogłośną decyzją sędziów – to wciąż jego ostatni triumf w karierze. W miniony weekend miał pojawić się na gali King’s Arena 4, ale wycofał się z powodu problemów zdrowotnych. Na macie reprezentuje klub Berserkers Team.
Michaliszyn, zawodnik z Dąbrowy Górniczej, wchodzi do tej walki z bilansem 12 wygranych i 4 porażek. Jego ostatni występ, w kwietniu 2025 roku, skończył się przegraną przed czasem z Arturem Szczepaniakiem – to właśnie ta porażka przekreśliła mu szansę na drugie podejście do pasa mistrzowskiego. Po niej 30-letni Michaliszyn zmienił kategorię wagową i zafundował sobie roczną przerwę od startów. Do Szczecina wraca więc po długiej nieobecności i w nowej wadze. Dodatkowym elementem do rozegrania będzie różnica w rozpiętości ramion – między nim a Romanowskim to aż 23 centymetry.
Gala XTB KSW 123 odbędzie się 21 listopada 2026 roku w Szczecinie.
Reszta karty
W walce wieczoru mistrz wagi półśredniej Adrian Bartosiński obroni pas przed pretendentem Tymoteuszem Łopaczykiem. Bartosiński wchodzi do starcia z imponującym rekordem 19 wygranych i 1 porażki, w tym 12 zwycięstw przez nokaut i 2 przez poddanie. Łopaczyk może pochwalić się bilansem 14-4, z 7 KO i 4 submisjami na koncie.
Na karcie głównej zobaczymy też walkę o pas mistrzowski kategorii lekkiej między Valeriu Mirceą a Marcinem Heldem. Mircea wchodzi do klatki z rekordem 32 wygranych, 9 porażek i 1 remisem. Held – z bilansem 31-11.
Kartę główną uzupełnią starcia Oskara Szczepaniaka ze Stevenem Krtem w kategorii do 77,1 kg oraz Wojciecha Kawy z Oleksandrem Moisą w kategorii do 70,3 kg.
Co może połączyć ring bokserski z walką o trzeźwość i zdrowe życie? W Policach znają tę odpowiedź od ośmiu lat. 24 października, już po raz dziewiąty, przekonają się o niej kolejni widzowie.
Impreza „Boks Przeciwko Uzależnieniom” odbędzie się w sobotę, 24 października, w godzinach 14:00–18:00. Miejsce? Hala Ośrodka Sportu i Rekreacji przy ul. Siedleckiej w Policach.
Przez cztery godziny publiczność zobaczy nie tylko widowiskowe walki bokserskie. Na program złożą się też rozmowy i wywiady z zaproszonymi gośćmi. I to właśnie ta druga część od lat nadaje wydarzeniu wyjątkowy charakter — sport staje się tu pretekstem do opowiedzenia historii, które mają siłę zmieniać ludzkie życie.
Gość specjalny: Jerzy Górski
Szczególnym punktem tegorocznej edycji będzie spotkanie z Jerzym Górskim, mistrzem świata w podwójnym Ironmanie. Jego historia pokazuje coś ważnego: nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odmienić swoje życie i dojść do rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe.
Organizatorem wydarzenia jest BKS Sokół Team.
Dominik Livaković dopiero co wygrał rywalizację o miejsce w bramce FC Barcelony. Czy właśnie ją stracił przez katastrofalne zgrupowanie z Chorwacją? Na przerwę kadrową jechał jako niepodważalny numer jeden swojej reprezentacji, a w klubie zdążył już wyprzedzić w hierarchii Wojciecha Szczęsnego, zastępując kontuzjowanego Joana Garcię. Wrócił z bilansem, który trudno nazwać inaczej niż koszmarem.
Cztery mecze, trzy porażki, 14 straconych goli. Jedynym światłym punktem zgrupowania było zwycięstwo 2:1 z Czechami. Potem przyszły dwie porażki z Hiszpanią – 1:4 i 1:2 – a na koniec klęska, która na długo zapisze się w historii chorwackiej piłki.
W Rijece Anglia rozbiła Chorwatów 7:0. To najwyższa porażka w historii tej reprezentacji – poprzedni rekord, 0:6 z Hiszpanią z 2018 roku, poszedł w zapomnienie. Livaković do przerwy wyciągał piłkę z siatki czterokrotnie. Po zmianie stron skapitulował jeszcze trzy razy.
Chorwacki nadawca publiczny HRT nie oszczędzał bramkarza Barcelony. Przy trzeciej bramce Anglii komentatorzy zwrócili uwagę, że na dośrodkowanie nie zareagowali ani obrońcy, ani sam Livaković. A kiedy Harry Kane podwyższał na 5:0? Komentarz był równie bezlitosny – defensywa i bramkarz „ponownie nie istnieli”.
Liczby nie zostawiają wątpliwości
Statystyki z Sofascore, przytoczone przez serwis Tportal, potwierdzają skalę zapaści. Livaković za mecz z Anglią otrzymał notę 5,5. Josip Stanišić dostał 4,9, Joško Gvardiol 5,0, Luka Vušković 5,3. Średnia ocena całej reprezentacji wyniosła 5,52. To obraz zespołu, który przez trzy starcia z Hiszpanią i Anglią stracił 13 z 14 goli całego zgrupowania.
31-letni Livaković wraca teraz do Barcelony w zupełnie innej sytuacji niż tę, którą opuszczał klub kilka tygodni temu. Joan Garcia, dotychczasowy pierwszy bramkarz katalońskiego zespołu, trenował już w środę z zespołem, choć decyzja o jego występie w meczu z Getafe wciąż nie została podjęta. Hansi Flick nie zamierza ryzykować zdrowiem swojego podstawowego golkipera – a to może oznaczać, że Livaković dostanie jeszcze jedną szansę, mimo fatalnych wyników z kadrą.
Co ciekawe, mimo słabej dyspozycji w Chorwacji, hiszpańskie media wskazują, że Livaković wciąż stoi wyżej w klubowej hierarchii niż Wojciech Szczęsny. Polak dostał swoją szansę po urazie Garcii w meczu z Racingiem, ale nie przekonał Flicka. „Mundo Deportivo” napisało wprost, że słaby występ Szczęsnego pomógł Livakoviciowi wskoczyć do podstawowego składu na kolejne spotkanie z Sevillą. Pytanie, które teraz wisi w powietrzu: czy 14 straconych goli z Chorwacją odwróci tę kolejność na nowo?
Inter Mediolan broni tytułu mistrza Włoch, ale czy w tym sezonie mierzy jeszcze wyżej? Piotr Zieliński nie owijał w bawełnę. Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Polski wznowił treningi z zespołem, a przy okazji gali Premio Gentleman w Mediolanie znalazł chwilę, by porozmawiać z dziennikarzami.
Polski pomocnik nie krył satysfakcji z charakteru, jaki jego zespół pokazuje w trudnych momentach. „Jesteśmy świetnym zespołem i udowodniliśmy to. Nawet gdy przegrywamy dwiema bramkami, zawsze potrafimy wrócić do gry i osiągnąć korzystny wynik. To nasza siła, choć może lepiej byłoby strzelić pierwsi i wygrać 4:2” – powiedział Zieliński.
Jesteśmy świetnym zespołem i udowodniliśmy to. Nawet gdy przegrywamy dwiema bramkami, zawsze potrafimy wrócić do gry i osiągnąć korzystny wynik.
Te słowa nie są czczym gadaniem – ostatnie wyniki mówią same za siebie. Inter odrobił dwubramkową stratę w meczach z Napoli i Udinese, a z Romą zremisował 2:2. Po tych spotkaniach zespół Cristiana Chivu znajdował się w czołówce tabeli Serie A, razem z Romą i Lazio.
Lista kandydatów do scudetto
Zapytany o najpoważniejszych rywali w walce o mistrzostwo Włoch, Zieliński nie wskazał jednego faworyta. „Zobaczymy, jak potoczy się sezon. Przede wszystkim musimy skupić się na sobie. To zwykła lista kandydatów: Roma, Juventus, Napoli, Milan, ale także Como” – ocenił pomocnik Interu.
W poprzednim sezonie Inter sięgnął po mistrzostwo Serie A oraz Puchar Włoch. W Lidze Mistrzów było już gorzej – z europejskimi pucharami pożegnał się w fazie barażowej, przegrywając z Bodo/Glimt. Tegoroczny start w najbardziej prestiżowych rozgrywkach też nie napawa optymizmem. Inter przegrał 1:2 z Realem Madryt na Santiago Bernabéu.
Mimo porażki w Madrycie Zieliński nie krył, że to właśnie triumf w Lidze Mistrzów jest głównym celem klubu. „Oczywiście naszym marzeniem jest wygranie Ligi Mistrzów i damy z siebie wszystko. Nie każdy może pojechać na Bernabeu, zdominować mecz, utrzymywać się przy piłce i tworzyć okazje. Niestety tamtego wieczoru przegraliśmy, ale pokazaliśmy, że jesteśmy silni” – podsumował polski reprezentant.
Jak to możliwe, że kara za żółte kartki pomogła Robertowi Lewandowskiemu trafić do elitarnego grona EA Sports? Paradoksalnie, właśnie przedwczesny powrót ze zgrupowania reprezentacji Polski otworzył mu drogę do wyróżnienia.
Lewandowski musiał wcześniej opuścić kadrę narodową z powodu kary za nadmiar żółtych kartek. Dla kibiców w Chicago okazało się to niespodziewanym prezentem – napastnik zdążył wrócić na czas, by zagrać w zaległym meczu Chicago Fire w Major League Soccer.
Rywalem było Vancouver Whitecaps, lider konferencji zachodniej MLS. Chicago Fire wygrało 3:1. Lewandowski wszedł na boisko w 76. minucie i mimo skromnej liczby minut zapisał asystę przy golu, który ustalił ostateczny wynik.
Ten występ nie uszedł uwadze analityków EA Sports. Klubowy profil Chicago Fire na platformie X przekazał, że Lewandowski znalazł się w drużynie tygodnia wybranej przez twórców popularnej serii gier piłkarskich.
Hat-trick z Rumunią i dwa mecze bez gola
Wyróżnienie nie dotyczy jednak samej gry klubowej. Polak błysnął też w reprezentacji – strzelił hat-tricka w meczu z Rumunią, który Polacy wygrali 6:0. I to właśnie ten wysoki wynik, a konkretnie trzy gole kapitana kadry, stały się jednym z powodów kary za przewinienia kartkowe, zanim Lewandowski wrócił do Chicago.
Rozegrał również mecze ze Szwecją i Bośnią i Hercegowiną, w obu przypadkach bez gola. Bilans ostatnich tygodni i tak wypada na jego korzyść. Między reprezentacją a MLS 37-latek znalazł czas, by zostawić wyraźny ślad w obu rozgrywkach.
Kto poprowadzi Roberta Ruchałę w kolejnej walce w UFC po dwóch porażkach z rzędu? Odpowiedź przyszła z Łodzi. Były mistrz wagi piórkowej KSW dołączył do klubu Octopus, a tam nie kryją satysfakcji – ogłoszenie transferu odbyło się z prawdziwym przytupem.
Octopus Łódź to klub sportów walki, znany przede wszystkim ze sceny MMA. Główny trener i szkoleniowiec grupy zawodniczej to Dawid Pepłowski. Placówka ma już na koncie nazwiska, które dziś rządzą w polskiej organizacji KSW – przez Octopus przewinęli się Adrian Bartosiński, Paweł Pawlak, Marcin Krakowiak i Borys Dzikowski. Bartosiński sięgnął po mistrzowski pas w wadze półśredniej, Pawlak zrobił to samo w kategorii średniej – i obaj do dzisiaj noszą te pasy.
Powitanie Ruchały przez klub szybko obiegło środowisko MMA. I trudno się dziwić. Zawodnik, który jeszcze niedawno bronił tytułu w KSW, trafia teraz pod skrzydła sztabu, który ma już doświadczenie w prowadzeniu mistrzów.
Bilans 0-2 i plan na odbicie
Dla Ruchały to moment, w którym zmiana była wręcz konieczna. Zawodnik zadebiutował w UFC we wrześniu 2025 roku, przegrywając jednogłośną decyzją sędziów z Williamem Gomisem. Drugi występ przyszedł w kwietniu 2026 roku i potoczył się według tego samego scenariusza – znów jednogłośna decyzja, znów porażka, tym razem z José Delano. Bilans po dwóch pojedynkach w największej organizacji MMA na świecie jest bezlitosny: 0-2.
Właśnie w tym kontekście Ruchała zdecydował się na przeprowadzkę. Przeniósł się do Łodzi, by przygotowywać się do kolejnej walki w strukturach Octopusa, trenując bezpośrednio pod okiem Dawida Pepłowskiego. To nie będzie współpraca ograniczona do sali treningowej. Pepłowski ma przejąć pełną pieczę nad obozem przygotowawczym, ułożyć plan na kolejny pojedynek i zasiąść w narożniku zawodnika w dniu walki.
Sam Ruchała nie czeka z założonymi rękami – zgłosił już gotowość do kolejnej walki w UFC i czeka teraz na wyznaczenie rywala oraz terminu. Pytanie, od którego zaczęliśmy, ma więc konkretną odpowiedź: nowy trener, nowe miasto, ten sam cel – pierwsze zwycięstwo w UFC.
Kto wygrywa, kiedy w pierwszej rundzie wielkiego turnieju odpadają były mistrz US Open i wracający po kontuzji ulubieniec kortów? W Szanghaju odpowiedź jest jedna: gospodarze.
Rolex Shanghai Masters, turniej ATP Masters 1000 na korcie twardym z pulą nagród 9,415 mln dolarów, w środę 7 października nie szczędził zwrotów akcji. Największym rozczarowaniem dnia był Holger Rune, który po roku przerwy wracał na poziom Masters 1000. 23-letni Duńczyk, zwycięzca turnieju w Paryżu w 2022 roku, w październiku 2025 roku zerwał ścięgno Achillesa i musiał pauzować aż 11 miesięcy. Powrót nie okazał się łaskawy – Rune przegrał z Danielem Altmaierem 6:1, 6:7(5), 4:6.
Mecz miał dramaturgię godną finału. W drugim secie Rune był o trzy punkty od zamknięcia sprawy, ale stracił tie-breaka. W trzecim secie o wszystkim zdecydowało jedno przełamanie, w dziewiątym gemie. Altmaier po meczu nie kryl wcześniejszych wątpliwości: „Nie czułem się pewnie na korcie. Ale przez ostatnie dni ciężko pracowałem nad sobą i dało to efekty”.
„Nie czułem się pewnie na korcie. Ale przez ostatnie dni ciężko pracowałem nad sobą i dało to efekty”.
Nagrodą za ten wysiłek będzie starcie z rozstawionym z numerem trzecim Benem Sheltonem, niedawnym finalistą US Open.
Stary mistrz odpada, debiutant triumfuje
Drugim głośnym nazwiskiem, które pożegnało się z turniejem już w pierwszej rundzie, był Marin Cilić, mistrz US Open 2024. Chorwat przegrał 6:7(2), 1:6 z Arthurem Fery, który w Szanghaju debiutował. Dla Cilicia był to już 13. w karierze występ w tym turnieju. Fery z kolei to nie jest przypadkowe nazwisko – tegorocznego Wimbledonu dotarł sensacyjnie do półfinału. W drugiej rundzie zmierzy się z rozstawionym z numerem 26. Karenem Chaczanowem.
Najgłośniej jednak było o chińskich tenisistach – turniej we własnym kraju okazał się dla nich terenem małych sensacji. Yibing Wu, grający z dziką kartą, był pierwszym przeciwnikiem najwyżej rozstawionego Alexandra Zvereva. Zanim do tego starcia doszło, musiał poradzić sobie z Michaelem Zhengiem. Zheng trafił do turnieju głównego jako „szczęśliwy przegrany” z eliminacji, ale lepszy był Wu – wygrał 6:3, 7:6(6), nie oddając ani jednego gema serwisowego.
Kolejny Chińczyk z dziką kartą, Yi Zhou, pokonał kwalifikanta Mattię Bellucciego 6:4, 3:6, 7:6(4). W drugiej rundzie czeka go starcie z Lorenzo Musettim, rozstawionym z numerem 24.
Dobry dzień mieli też inni pretendenci spoza elity rankingu. Quentin Halys pokonał kwalifikanta Colemana Wonga, reprezentującego Hongkong, 6:4, 7:6(5). Francuz w drugiej rundzie zagra z rozstawionym z numerem 27. Alexandrem Blockxem.